sobota, 25 lutego 2017

Moje małe odkrycia LUTY

W styczniu zaproponowałam Wam listę kilku rzeczy, moich małych umilaczy, które powoli odkrywałam w pierwszym miesiącu 2017 roku. A ponieważ luty wielkimi krokami zbliża się ku końcowi, postanowiłam opowiedzieć Wam trochę co wydarzyło się u mnie w tym miesiącu.
Z czym zatem kojarzy się drugi miesiąc roku? 
Po pierwsze z Walentynkami, po drugie z tym, że jest najkrótszy i po trzecie wreszcie, z tym, że to ostatni miesiąc zimy. Jaki był mój luty 2017 roku w Szkocji? Zapraszam do krótkiej fotorelacji.


Muszę przyznać, że tegoroczny luty nie był prawie w ogóle zimowy, przynajmniej nie dla mnie. Zobaczcie sami, że na zdjęciach, które prezentuję powyżej i poniżej widać piękne słońce. Bo taki właśnie był ten miesiąc. To znaczy mało padało, a śniegu nie widziałam w ogóle! Za to było bardzo słonecznie, temperatura przekroczyła wielokrotnie 10 stopni Celsjusza. 
Dużo podróżuję autobusem, więc codziennie zabieram ze sobą książkę. W minionym miesiącu czytałam między innymi "Gdzie jest Julia" autorstwa Julii Raczko, która odbyła półroczną podróż dookoła świata. Serdecznie polecam Wam tę pozycję, ponieważ przedstawia nie tylko perypetie niespełna trzydziestoletniej kobiety objeżdżającej kulę ziemską z plecakiem, ale przede wszystkim podaje wiele praktycznych porad, które mogą się przydać osobom planującym tego typu wojarze. I ta słoneczna Australia...ach! Jednym słowem warto ;)
A ten napis "Kocham Cię Elwira" czekał na mnie 14 lutego, taka Walentynka od drugiej połowy. Uwielbiam niestandardowe niespodzianki. 



W naszym parku zakwitły już pierwsze krokusy. Ogólnie w wielu miejscach w Edynburgu można spotkać taki widok, to już na pewno zapowiedź wiosny! A ja jak zwykle trochę eksperymentowałam w kuchni, na zdjęciu powyżej widzicie placuszki z jabłkiem i płatkami owsianymi, do tego oczywiście kawa z mlekiem, z dodatkiem imbiru i cynamonu, moje ulubione śniadanie. Coś zdrowego i rozgrzewającego, zastrzyk energii na cały dzień.




W lutym wróciłam też do biegania. Mam ambitny plan na pewien majowy start. Na razie więcej nie zdradzam, ponieważ nie wiem jeszcze czy uda mi się wystarczająco przygotować, ale jeśli nawet nie, to biegania nigdy dość ;) Ten mały termosik po lewej stronie u góry to mój kompan w drodze do pracy i szkoły, zabieram ze sobą zieloną herbatę.



Tutaj coś godnego polecenia dla osób walczących z przebarwieniami na twarzy. Ja zmagam się z takimi od dłuższego czasu i w końcu widzę efekty! Serum z witaminą C firmy Mincer Pharma naprawdę działa. Kupiłam go online, na stronie firmy. Wcieram wieczorem, przed snem i rano, przed nałożeniem kremu. Jeśli jesteście zainteresowani to teraz jest jeszcze dobry czas na to, ponieważ nie ma słońca.




Luty pozwolił na eksperymentowanie w kuchni, były między innymi: pyszna szarlotka z lodami, zupa kalafiorowa i spaghetti carbonara, mniam!



U góry po lewej stronie kolejna fotografia, poranek w Edynburgu, niebo mogłabym fotografować bez końca. Są plusy tego, że zimą słońce wstaje później, nie trzeba się zrywać wcześnie rano, żeby zrobić zdjęcia wschodowi słońca. 
W wolnej chwilach, jeśli takie się zdarzają ;), nadrabiam zaległości w oglądaniu na youtube programu Pauliny Młynarskiej "Lustro". To krótkie realizacje, w których znane osoby, po zmyciu makijażu, opowiadają o swoim życiu, w wchodzeniu w dorosłość, zaistnieniu w świecie mediów, polecam oczywiście.
W tym miesiącu pokusiłam się również o zakup trzech bluzek z H&M, to oczywiście w ramach mojego kompletowania stylowej garderoby. 



No i na koniec mój pomocnik w tworzeniu dla Was fotorelacji i robieniu pięknych zdjęć. Prezent od Mikołaja został w końcu ujawniony, w lutym towarzyszył mi już częściej, muszę się do niego przyzwyczaić, do tej pory robiłam zdjęcia głównie telefonem.


A to jeszcze ostatnia migawka z pobliskiego parku Leith Links. Drzewa bez liści też prezentują się pięknie, zwłaszcza na tle cudownego, lutowego nieba. Ściskam Was ciepło! E.

niedziela, 19 lutego 2017

Po prostu żyj!

Dziś chciałam podzielić się z Wami swoimi refleksjami na temat, który nie należy do przyjemnych.  To nie jest nic odkrywczego ani nowego. Zwyczajne przemyślenia, choć nieco smutne. Uważam bowiem, że na sprawy trudne i bolące, nie możemy być absolutnie obojętni, a na pewno znajdzie się dla nich miejsce na tym blogu.
Skąd wzięła się taka moja refleksja? Do przemyśleń na ten temat skłoniły mnie dwie sprawy. Jedna z nich to śmierć. Nie odszedł z tego świata nikt bardzo mi bliski, ale ktoś, kogo znałam. Co wyjątkowego jest w tej sytuacji? Może po prostu fakt, że był to młody człowiek, który powinien jeszcze żyć. Pamiętam go jako zawsze uśmiechniętego mężczyznę. Serio, on nigdy nie był smutny. Może czasem bywał zły, ale obracał to raczej w żart. Człowiek inteligentny, pracowity, dobry, z poczuciem humoru. Miał żonę, nie mięli dzieci... 
Obserwuję na Facebooku wiele profili znanych bardziej i mniej. Wśród nich jest również profil księdza Tomka - Wirtualnego Pasterza. Mało tam zdjęć, więcej tekstu, a zatem coś dla ludzi, którzy czytają. Wirtualny Pasterz interpretuje Słowo Boże i dzieli się swoimi przemyśleniami na różne tematy. Dziś pisał o czasie, który powoli staje się dobrem luksusowym, bo niby mamy go coraz mniej, a jakby jednak za dużo na rzeczy zbędne...


Ciężko jest mi zatem pogodzić się z nagłym odejściem faceta niewiele starszego ode mnie, który zostawił na tym świecie ludzi, których kochał i, którzy kochali jego. Jak pogodzić się ze stratą człowieka, który powinien być z nami, bo jeszcze tyle życia miało przed nim być? Jak zrozumieć odejście kogoś, kto na to odejście nie był przygotowany? Jak być obojętnym na niesprawiedliwość, na którą nie mamy wpływu? Mówi się, że czas leczy rany i tylko on może nam pomóc pogodzić się z sytuacjami, których nie potrafimy zrozumieć. Coś w tym jest. Innej odpowiedzi nie mam.
Zobaczcie na jak wiele sytuacji i rzeczy w naszym życiu mamy wpływ. Postęp techniki, nowości, zmiany, to wszystko krąży wokół nas, buzuje i nakręca. Budzisz się, otwierasz oczy, włączasz telewizję, telefon, komputer, odpalasz auto, pędzisz, wdech - wydech, znów jesteś o krok do przodu, o sekundę, godzinę, dzień, rok dalej. Ucieka to, w czym żyjemy. Nie masz czasu zastanowić się nad mrugnięciem, oddechem, zjedzoną kalorią. Gonisz. Aż w końcu przychodzi moment, w którym coś za Ciebie mówi STOP. 
Mój post jest jednym z wielu. Ja nie zmienię Ciebie, Twojego podejścia do życia i sposobu myślenia. Chcę jedynie nakłonić Cię do zatrzymania się na chwilę. My wciąż jesteśmy tu i mamy szansę na to, by cieszyć się życiem, my jeszcze możemy żyć. Niektórzy nie mają już tej możliwości, a jestem pewna, że chcieliby bardzo. Jesteśmy na wygranej pozycji, ponieważ wciąż możemy działać. Warto odrzucić wszystkie złe pochłaniacze czasu i zająć się tym co cenne. Doceńcie rodzinę, przyjaciół, ukochanego zwierzaka, dobrą książkę, wieczorny spacer, kakao w ulubionym kubku, zapach nadchodzącej wiosny, promień słońca i czas! Dobrej nocy Kochani.