czwartek, 15 lutego 2018

Powalentynkowo

Tak mnie dziś coś natchnęło by podzielić się z Wami moimi przemyśleniami. Dotyczą one właściwie tematu bieżącego, a dokładniej wczorajszych Walentynek. Co roku czytam różnego rodzaju felietony, śledzę wpisy na różnych stronach, ostatnio szczególnie na Instagramie, tylko po to, by być na bieżąco w  temacie. Oczywiście, ile ludzi na tym świecie, tyle też refleksji a propos i pomysłów na świętowanie bądź nieświętowanie. Ja zawsze każde zdanie szanuję i mogę dyskutować czy wyrażać swoją opinię, ale oceniać nie zamierzam.



Chciałam Wam jednak powiedzieć o moim pomyśle na Walentynki, który sprawdza się od lat. Może on bowiem być realizowany przez pary, jak i osoby samotne. O co chodzi właściwie w Walentynkach? Jest to święto zakochanych, a zatem również święto miłości. Pomijam już fakt, że miłość należy celebrować codziennie i tak dalej. Chodzi mi raczej o fakt, żeby w tym dniu nie pozostać jednak poza kręgiem zainteresowań i jakoś sobie ten dzień umilić. Ja nie staram się nigdy o żadne szczególne prezenty. Bo to nie o to w tym wszystkim chodzi. Staram się po prostu pokazać jak miłość jest dla mnie ważna. Nie ukrywam, że jest to uczucie wyjątkowe i jakiś rodzaj hołdu można jej oddać. I mimo faktu, że teraz jestem singlem, to absolutnie święta nie pomijam, tylko swoją miłość z jeszcze większym rozmachem celebruję. A robię to nie inaczej, niż obłaskawieniem siebie, na swój własny sposób.

Moje wczorajsze Walentynki spędziłam na dobrym lunchu i kawie, krótkich zakupach, w wyniku których udało mi się upolować sukienkę, spacerze oraz wieczornej kąpieli z oglądaniem ulubionego serialu i popijaniem wina. Czy moje popołudnie i wieczór walentynkowy były w czymś gorsze, od innych? Widziałam w galerii smutnie przechadzające się pary. Niektórzy nawet nie trzymali się za ręce. Miałam wrażenie, że czynią to raczej ze smutnego obowiązku, niż prawdziwej przyjemności. Myślałam też wtedy, że cieszę się, iż nie jestem na ich miejscu. Bo w celebrowaniu miłości nie chodzi o to przecież, by się smucić. Chodzi o to, by się w tej miłości cieszyć. Nawet, jeśli jest to tylko miłość do samego siebie!

I co roku, gdy ktoś mnie pyta jak spędziłam Walentynki albo czy miałam udany 14 lutego to odpowiadam, że tak, że oczywiście! Ponieważ niezależnie od tego czy jestem sama, czy w związku, celebruję miłość.

sobota, 23 września 2017

Świat małych bohaterów

Ostatnio coraz częściej spotykają mnie dość niepokojące myśli dotyczące mojego bytowania w otoczeniu. Chodzi o miejsce dla mojego ja wśród przyjaciół, znajomych z pracy czy ludzi w urzędzie bądź sklepie. Nie mam jednak na myśli tego, że nie mogę w społeczeństwie się odnaleźć. Chodzi mi o coś zupełnie innego. Już spieszę z wyjaśnieniem.

Tak wiele mówi się dzisiaj o szczęściu. Tytuły gazet i książek krzyczą do nas o różnych sposobach na poszukiwanie swojego spełnienia, a z półki w sklepie spożywczym wyskakują produkty, które zabarwią nasze mózgi na różowo. Zachęcony i nakręcony sięgasz po wspomagacz, bo oto właśnie przyszedł dzień, w którym chcesz zmienić świat, siebie, swój sposób myślenia. Kupujesz, stosujesz. Stajesz się jedną z tych osób, o których czytałeś. Na nosie nosisz różowe okulary, a Twoje stopy unoszą Cię kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. I z takim optymizmem wyruszasz przed siebie, by stawić światu czoła.

Obiecujesz sobie, że od dziś jesteś piękniejszy, weselszy, lżejszy, stajesz się pogodny, uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony, dobry, uczynny, och i ach. I właśnie wtedy, tego najpiękniejszego dnia Twojego życia, staje przed Tobą słup soli, góra lodowa, królowa śniegu lub inny Gargamel. Z nowym swoim "Ja" podchodzisz do tego stworzenia, podajesz rękę, posyłasz uśmiech i już prawie wydaje Ci się, że jesteś mistrzem w pokonywaniu trudności, a wtedy Twój przeciwnik uderza Cię pięścią w twarz! I choćbyś nie wiem jak się starał to głową muru nie przebijesz.

Przeczytałam wiele książek z psychologii, pedagogiki, hyggowania, feng shui, optymizmu, pozytywnego egoizmu, diet cud. Nauczyłam się, że w życiu nic nie przychodzi za darmo, musisz się natrudzić i porządnie nakombinować, by zrozumieć co tym światem rządzi. Żadna pigułka ani przepis z książki nie załatwią tego za Ciebie. I ile metod byś nie próbował to najważniejsza jest ta, którą znajdziesz dla siebie, najlepiej taka, którą sam sobie stworzysz.

Moją wielką misją ostatniego czasu jest bycie wdzięcznym. Nie chodzi o to, ile w życiu należy oczekiwać, od kogoś czy od siebie, stawiać cele czy żyć chwilą. Pokonywać trudności i stawiać życiu czoła. Czy łatwiej nam się żyje, gdy tylko gonimy marzenia i spieszymy z ich wyznaczaniem? Jak naprawdę potrafimy odnaleźć się w świecie oczekiwań i dążeń?

A gdyby tak zmienić sposób swojego myślenia i zacząć doceniać to, co się w życiu już ma. Nie każdego stać na to samo, nie wszyscy mają takie same marzenia. Ale wszyscy możemy zacząć od tego w jaki sposób to osiągnęliśmy i co dała nam droga, którą pokonaliśmy. Ludzie gubią się w prześciganiu swoich marzeń, a ilu już umie doceniać to, jaki trud włożyli w to dążenie.

Dlaczego dzielę się taką refleksją?
Ostatnio pracuję z dziećmi. Nieprawdopodobne jest dla mnie to jak one potrafią się ze wszystkiego cieszyć. Każde miłe słowo czy propozycja spotykają się co najmniej z jakąkolwiek reakcją, a w najlepszym wypadku wybuchem radości. Dzieci nie potrzebują super drogich gadżetów, zabawek, nie sięgają tak daleko. Zapytane co jest ich najlepszym wspomnieniem z wakacji odpowiadają, że zabawa z kuzynami lub czas spędzony nad wodą.

I wiecie co? Tyle mówi się, że dziś najmłodsi mają takie wymagania, najlepszym prezentem jest dla nich xbox czy nowy telefon, a to wcale nieprawda! To my, dorośli, uczymy je tego, to my pokazujemy im ten świat. I coraz częściej przekonuję się niestety, że powinno być odwrotnie. My dorośli powinniśmy zacząć czerpać z przebywania wśród dzieci. Nie tylko dlatego, że ich nastawienie i bezinteresowność są nieograniczone i mają na nas pozytywny wpływ. Ale przede wszystkim dlatego, że ich dziecięce spojrzenie na świat jest dokładnie tym, czego nam dorosłym brakuje. Dzieci mają w sobie ogrom niezmierzonej i prostej radości. Uczmy się czerpać ze świata małych bohaterów.

North Berwick