wtorek, 29 grudnia 2015

Sekret chwili przyjemności I: kawa & brownie



Świąteczny czas, a często jego nadmiar, sprzyja oddawaniu się wielu przyjemnościom. Stąd zrodził się w mojej głowie pomysł na stworzenie cyklu, w którym przedstawię Wam kilka swoich sprawdzonych sposobów na spędzanie tak zwanych wolnych chwil w ciągu dnia. Nazwałam je, dla siebie samej, "sekretne przyjemności", ale nazwa ta jest troszkę przekorna. Chodzi mi bowiem o to, że każda mała przyjemność kryje w sobie pewnego rodzaju sekret, coś, co decyduje, że ta chwila należy właśnie do nas, a z drugiej strony, że tylko my wiemy jak to działa i co się pod tym kryje. Myślę sobie, że to działa jak użycie magicznych słów, pod którymi kryje się coś, co oznacza, że wszystko jest jasne :)

A zatem mój pierwszy sekret, który dziś poznacie, wpisałam do tytułu tego posta. Tak, tak, moja chwila przyjemności to: KAWA I BROWNIE.


Każdy, kto mnie zna, nie od dziś też wie, że uwielbiam słodycze! Nie..., ja właściwie kocham słodycze :) One są niewątpliwie moim największym nałogiem. Nie mam dnia bez zjedzenia słodkości. Walczyłam z nimi dość długo (prawie 30 lat ;) i nie udało mi się z nich zrezygnować. Dlatego też znalazłam na nie sposób. Staram się je ograniczyć, to po pierwsze. A po drugie, jeść jak najmniej słodyczy "gotowych", czyli batonów i ciastek, słodyczy kupionych w sklepie, przetworzonych, zawierających dużo E, posiadających długi termin ważności. Jeśli tylko mogę sama piekę ciasto lub ciastka, ewentualnie przygotowuję deser. Jeśli tylko mogę to staram się dodawać do moich wypieków jak najmniej białego cukru, a poza tym zastępuję go cukrem brązowym lub miodem. Poza tym wykorzystuję do wypieków płatki owsiane, mąkę orkiszową, bakalie, orzechy, gorzką czekoladę i owoce sezonowe lub te, które są po prostu dostępne.

Ciastko, które widzicie na powyższym zdjęciu, to brownie. Tego akurat nie zrobiłam sama, tylko kupiłam. Jednak nie jest to ciastko z długim terminem przydatności do spożycia, a zrobione zostało z gorzkiej czekolady :) 
Nie bez znaczenia jest dla mnie również sposób podawania potraw czy jak w tym przyypadku słodyczy. Staram się przygotować je na talerzyku, mam wtedy świadomość, że tylko to, co przygotowane, jest do zjedzenia. 

Idealnym dopełnieniem dla moich brownie jest oczywiście kawa. Uwielbiam kawę parzoną. Kafeterka pojawiła się z moim domu za sprawą taty, który od lat zawodowo związany jest z Włochami. Od momentu, w którym zasmakowałam w ten sposób przygotowanej kawy, pozostaję jej wierna. 


Moim akcentem, w tak zaparzonej kawie, oprócz dodatku mleka, jest odrobina cynamonu i imbiru. Jakiś czas temu sięgnęłam po artykuł, z którego bardzo dużo dowiedziałam się o zaletach stosowania wielu przypraw w kuchni. Tam, między innymi, przeczytałam o wzbogaceniu smaku kawy przyprawami korzennymi, które stosuję. Polecam spróbować i przekonać się. Poza tym świetnie pije się kawę z ulubionego kubka. Myślę, że każdy z nas ma swoje ulubione. Ja jestem miłośnikiem tego typu gadżetów, na dziś wybrałam nieduży kubek Mr Fox.


Pysznie przygotowana kawa w połączeniu z ulubionym ciastkiem to jest własnie moja sekretna chwila przyjemności każdego dnia. Nie ma bowiem dnia, w którym nie wypiję filiżanki czy kubka ulubionej kawy i nie zjem czegoś słodkiego. Tej przyjemności oddaję się zazwyczaj po powrocie do domu z pracy, traktując ją jako nagrodę za przepracowany dzień i ładunek energii na resztę popołudnia lub wieczoru. To tylko jedna z wielu moich sekretnych przyjemności, ale uświadomiłam sobie, że bardzo dużo dla mnie znaczy, dlatego z ogromną namiętnością celebruję ją każdego dnia. 


Myślę, że każdy z nas ma taką swoją sekretną przyjemność każdego dnia, ciekawa jestem co to jest dla Was?

Dołączam przepis na pyszne, udane brownie, z którego sama korzystam:

środa, 16 grudnia 2015

Coraz bliżej święta


Witam Was Kochani, w tej gorączce przygotowań przedświątecznych. Mam nadzieję, że mimo nawału obowiązków znajdujecie również chwilę na relaks. Chciałabym, żeby czas ten nie kojarzył się Wam tylko i wyłącznie z godzinami spędzonymi w marketach na wyszukiwaniu mega promocji i super okazji, z dźwiganiem toreb pełnych jedzenia i prezentów, długimi godzinami spędzonymi na gotowaniu, w przerwie między ścieraniem kurzy, a znoszeniem ze strychu ozdób choinkowych. Zazwyczaj kończy się to bowiem poczuciem ciągłej gonitwy i wciąż wielu niezrobionych rzeczy. Ale przecież tak być nie musi.
To, w jaki sposób odbieramy święta i z czym nam się one kojarzą, zależy tylko i wyłącznie od nas.

1. Porządki.
Po pierwsze warto rozpocząć je wystarczająco wcześnie. Nie warto teraz poświęcać się np. myciu okien, na to jest już za późno. Skupcie się na tym, co najważniejsze. Wygospodarujcie pół dnia, przygotujcie potrzebne płyny i rzeczy, których użyjecie do sprzątania. Warto pomyśleć o wytarciu kurzy z mebli i parapetów, ewentualnie z zastawy, którą użyjecie w czasie świąt. Jeśli planujecie zmienić pościel, najlepiej zrobić to przed wycieraniem kurzu. W następnej kolejności odkurzanie podłóg i ścian, następnie mycie podłóg. Jeśli ozdoby przedświąteczne znosicie z piwnicy lub strychu to przynieście je przed myciem podłóg i postawcie w miejscu, w którym nie będą przeszkadzać do czasu przyniesienia choinki. Na pewno czeka Was jeszcze gotowanie, a zatem nie warto robić generalnych porządków w kuchni lub nie irytujcie się, gdy posprzątacie, a tam znów się nabrudzi. To normalne.

2. Pranie i szykowanie stroju świątecznego.
Nie czekajcie z tym na same święta. Większe pranie warto zrobić wcześniej, a to, co zostanie na święta to już nie powinno mieć znaczenia. Gdy tylko wyschną wszystkie rzeczy, spróbujcie je od razu prasować i schować w odpowiednie miejsca do szafy, żeby już o tym nie myśleć. Warto również wcześniej przemyśleć kwestie strojów świątecznych dla całej rodziny. Prasowanie koszul, sukienek, czyszczenie butów, to wszystko spróbujcie zorganizować na kilka dni przed świętami, by czekało na same święta i nie zaprzątało Wam głowy.

3. Prezenty i kartki świąteczne.
Ta sprawa generalnie powinna być już za Wami. Do świąt został tylko tydzień, poczty i firmy kurierskie są oblężone, więc do bardzo odległych miejsc przesyłki dotrą z opóźnieniem, jeśli wyślecie je dziś lub jutro. Takie rzeczy warto planować pod koniec listopada lub na początku grudnia. Nie miejcie jednak żalu do siebie o zaniedbanie tej sprawy. Postarajcie się po prostu w przyszłym roku wszystko zorganizować na czas. A w tym roku, jeśli komuś nie wysłaliście kartki to po prostu zadzwońcie do niego. Lepiej poświęcić kilka chwil na wykonanie telefonu i krótką rozmowę, niż unikać kontaktu. Jeśli możecie do kogoś dotrzeć osobiście i złożyć mu życzenia, ewentualnie dodatkowo wręczyć kartkę, zróbcie to! Podobnie sprawa ma się z prezentami. Jeśli zapomnieliście dla kogoś kupić prezent świąteczny i jak na złość nic odpowiedniego nie przychodzi Wam do głowy, nie wysilajcie się już. Ja zawsze mam "w zapasie" czekoladki, wino i kartki świąteczne, z takim prezentem wybieram się do osób, dla których nie mam specjalnie zakupionych podarunków. Po co wymyślać i kosztować się na bzdurne niespodzianki? Lepiej obdarować bliskich czymś symbolicznym i mieć przy tym satysfakcję, że zachowaliśmy się odpowiednio. Pamiętajcie również, by prezenty spakować wcześniej, najlepiej na jakiś czas przed świętami, by o tym już też nie myśleć w tym najgorętszym okresie.

4. Zakupy.
Tutaj obowiązuje jedna, a przy tym najważniejsza zasada. Zakupy zawsze z kartką. Jak to zrobić? Przejrzyjcie przepisy i ewentualnie listę gości, przemyślcie zakupy i spiszcie je. Najlepiej zrobić to z podziałem na sklepy, do których musicie się udać. Praktycznie zawsze zdarza się tak, że nie kupimy wszystkiego za jednym razem, spokojnie! Zakupy robimy na tyle wcześnie, by jeszcze zdążyć skompletować ewentualne braki.

5. Gotowanie.
Warto zaplanować je na poszczególne dni do świąt, myśląc przy tym co możemy przyrządzić najwcześniej, a co najpóźniej. Ja praktycznie zawsze zaczynam od ciast, one często po dwóch dniach są lepsze, niż zaraz po upieczeniu.

6. Działamy wspólnie.
To ostatni i bardzo ważny punkt. Do mniej skomplikowanych rzeczy, których nie musicie robić sami, można zaangażować pomoc, bo nawet Święty Mikołaj ma swoich elfów pomocników :) Wymaga to jedynie odpowiedniego planowania i organizacji. Nikt nie jest niezastąpiony, niech wszyscy czują się potrzebni.

Zróbcie wszystko, by ten czas nie był dla Was jedynie przykrym obowiązkiem, ale ogromną przyjemnością, bo przecież zależy to tylko od Was. Ja zawsze umilam sobie czas przygotowań do świąt słuchaniem kolęd i piosenek typowo świątecznych. Nie słucham ich poza tym okresem. Jeśli w swoich zbiorach nie dysponujecie płytami z muzyką świąteczną to polecam Wam np. internetowe radio
open.fm . 
W grudniu uruchamiają dodatkowe kanały np. na gwiazdkę (hity, kolędy, po polsku). 

I najważniejsze, nie zapominajcie o istocie tych świąt, o tym dlaczego ten czas jest taki radosny i o ludziach, którzy nie mogą mieć tego, co Wy. Kilka osób z mojego otoczenia co roku wspiera akcję:
 www.szlachetnapaczka.pl . 
Za późno jest już w tym roku, by dołączyć się do tych działań, ale jest wiele innych sposobów, by pomagać, na pewno znajdziecie coś właściwego dla siebie.

Kocham czas przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia i samych świąt, życzę Wam, byście również potrafili się tym zachwycić!

czwartek, 3 grudnia 2015

Śnieg!


okolice lasu Zwierzyniec w Skierniewicach/ 08.02.2015


Chciałoby się powiedzieć, mała rzecz, a cieszy :) No tak, moi Drodzy, mała, bo to tylko śnieg, a ile w tym radości! Zima w Szkocji kojarzy się raczej z wiatrem i deszczem, niż ze śniegiem, ale dziś spotkała nas mała niespodzianka. Tak tutaj właśnie jest, rano świeciło piękne słońce, po południu padał dość obfity deszcz, a wieczorem, ku naszemu zaskoczeniu, spadł śnieg. Nikt na niego tutaj nie liczy, dlatego przynosi jeszcze większe zadowolenie. Zdjęcia, które zrobiłam dziś wieczorem, żeby pokazać Wam nad czym ten zachwyt są bardzo słabej jakości, dlatego zamieściłam inne, które przedstawiają moje kochane Skierniewice w pięknej zimowej perspektywie. Postanowiłam jednak podzielić się z Wami swoimi skojarzeniami na temat moich świąt Bożego Narodzenia.

 Pałac Ślubów w Skierniewicach/ styczeń 2016 /fot. Zbyszek Gradowski


Tegoroczne Święta Bożego Narodzenie spędzę niestety z dala od rodziny i przyjaciół, dlatego staram się umilać czas przygotowań do świąt i wszystkiego, co z tymi świętami się kojarzy, na swój sposób.
Po pierwsze, poświęciłam cały jeden dzień na zakupy świąteczne, w najbliższych dniach wyślę kartki z życzeniami, szukam też inspiracji na przygotowanie świątecznych ciast i potraw.
Przede wszystkim słucham jednak świątecznych piosenek, polskie kolędy są niezastąpione, ale lubię też znane klasyki. Dla wielu osób piosenki świąteczne to największa nuda, a ja jednak lubię w tym czasie słuchać ich. Bez wątpienia numerem jeden od lat jest dla mnie Michael Buble. Jeśli nie dysponujecie płytą Michael Buble "Christmas Song" to spokojnie możecie skorzystać z galerii YouTube:

https://www.youtube.com/playlist?list=PLVZFts556G9lhlADeVLL0Vn9339M4a2VO

Swoją drogą wiem, że w Polsce też już spadł pierwszy śnieg. Pamiętam, że w dzieciństwie zawsze na niego czekałam i marzyłam, by święta były białe. Teraz nie ma to już dla mnie takiego znaczenia, choć sentyment do białego puchu gdzieś pozostaje. Wiem, że jutro się obudzę i śniegu już nie będzie, dlatego dzisiejszy wieczór spędzam przy oknie z kubkiem ciepłej herbaty, patrzę na spadające płatki, wspominam zabawy na śniegu, tęsknię za domem i tak cieplutko robi się na serduchu. Dobrej nocy.


 parki miejski Skierniewice/ styczeń 2016/ fot. Zbyszek Gradowski

środa, 25 listopada 2015

Say hello from Edinburgh


Piękne miejsce, prawda? To jest jednak tylko zapowiedź. Na koniec tego posta wkleję zdjęcie, które dopiero zrobi na Was wrażenie! Jednak zacznijmy od tego co znajduje się powyżej. Jeśli ktoś z Was był kiedykolwiek w Wielkiej Brytanii, oglądał foldery o Szkocji lub samym Edinburghu, trafił też na pewno na fotografię przedstawiającą Edinburgh Castle. To jest właśnie to miejsce, zdjęcie zrobione przeze mnie, widziana moimi oczyma perspektywa. Dlaczego wklejam je tutaj? Hmm... fotografia jest jedynie pretekstem do tego, co chcę dziś powiedzieć. Należy się Wam bowiem kilka słów wyjaśnień.
Tak się składa, że już ponad miesiąc mieszkam w stolicy Szkocji, czyli Edinburghu. Decyzja o emigracji rodziła się w mojej głowie przez pewien czas i w końcu zapadła. Nie chcę wyjawiać powodów, nie jest to czas ani miejsce na uzasadnienia. Jestem tu bez odpowiedzi dlaczego, po co i na jak długo? Pragnę ten pobyt potraktować jako jedną z wielu przygód w swoim życiu i zrobić wszystko, by po prostu jak najwięcej z niej czerpać.

Miesiąc to nie jest zbyt długi okres czasu, ale mogę powiedzieć już kilka słów o tym z czym kojarzy mi się Szkocja. Sam Edinburgh jest piękny, dość stary, utrzymany oczywiście w typowo brytyjskim klimacie, mroczny. Pogoda... tak, dość często pada, ale chyba równie często wieje. Nie jest jednak bardzo zimno, ale za to długo ciemno, dziś mamy 25 listopada, ciemno było do godziny 8 rano, zaczęło się ściemniać po godzinie 16. Ja uwielbiam dni, w które świeci słońce, wtedy jest tu naprawdę pięknie! Lewostronny ruch uliczny każdy kojarzy, tak samo jak piętrowe autobusy i czerwone budki telefoniczne. Język angielski.... nie do końca. Szkocka odmiana tego języka, czerpie z tzw. galicyjskiego i nie ma tak dużo wspólnego z samym angielskim, to trochę tak jak z naszymi gwarami: kaszubską czy śląską. W Szkocji można się po angielsku porozumiewać, ale na przykład ze starszym Szkotem  dogadamy się jednak łatwiej po szkocku.
To, co robi wrażenie, to na pewno uprzejmość i życzliwość. Pierwsze dni poruszaliśmy się tutaj cały czas z mapą, co chwila ktoś nas zaczepiał i pytał czy w czymś pomóc albo czego szukamy. Jednak ludzie są tutaj mili zarówno w stosunku do turystów, ale także w stosunku do siebie, za wszystko sobie dziękują, nawet podczas mijania na chodniku, gdy schodzimy im z drogi, a już przede wszystkim w stosunku do kierowców autobusów, którym dziękuje się za każde podwiezienie :) Jak przystało na wyspę jest tu dość wilgotno, a przy tym zielono, ja nie mam problemu z zatkanym nosem każdego ranka, jak to było w Polsce, ale problem jest jednak na przykład z wysuszeniem prania, dlatego modne jest tu posiadanie suszarki bębnowej. Jedzenie w Szkocji pozostawia wiele do życzenia, to znaczy Brytyjczycy ogólnie żyją dość wygodnie, kupują potrawy na wynos lub gotowe, a przy tym często niezdrowe, dania. Generalnie na pewno jedzą bardziej tłusto. Chociaż w ostatnim czasie coraz większy nacisk kładzie się w UK na zdrowy tryb życia, widać tu coraz więcej klubów fitness i siłowni, biegaczy i rowerzystów.

To tyle tytułem wstępu. Postaram się być częściej obecna na blogu, przedstawić Wam bliżej Edinburgh i Szkocję, a przede wszystkim dzielić się swoimi spostrzeżeniami na tematy, które mnie tutaj otaczają. Mam nadzieję, że zainteresuję Was Szkocją i dzięki temu będzie Wam też bliższa. A na koniec obiecana niespodzianka, zdjęcie zrobione wczoraj. Dla porównania zwróćcie uwagę, że część drzew nie ma już liści, zmieniło się to po miesiącu mojego pobytu tutaj. Wczoraj pogoda była piękna! Na fotografii Edinburgh Castle z innej perspektywy.
Spokojnego wieczoru.



poniedziałek, 26 października 2015

Jesienny box niezbędnik


To, co dzieje się za oknem nie zachęca do aktywności, szczególnie tych na świeżym powietrzu. Zachęca raczej do pozostawania w domu, a już szczególnie, w bliskiej komitywie z kocem. Mam w zanadrzu taki swój "szarak", który widać na powyższym zdjęciu. Wtulam się w niego, gdy tylko wszystkie obowiązki dnia codziennego są pozałatwiane i mam w końcu czas dla siebie. Myślę jednak, że skoro lato czy wiosna pozwalają nam na spędzanie większej ilości czasu na dworze i korzystania z pięknej pogody, to czemu mielibyśmy jesienią nie być bardziej skłonni do tego, do czego jesień nas nastraja. Moim zdaniem właśnie teraz takie "kocykowanie" jest jak najbardziej usprawiedliwione. Oczywiście nie mówię o tym, by siedzieć pod kocem bezczynnie i oddawać się jedynie oglądaniu telewizji. Warto w tym czasie wrócić do nadrobienia zaległości lekturowych. Na mojej półce czeka już kilka pozycji, którymi zajmę się w najbliższym czasie i do tego Was również zachęcam.

W związku z tym, że dni są coraz krótsze i chłodniejsze, a co za tym idzie, jesteśmy często smutni i przygnębieni, to warto szukać umilaczy, które pomogą nam w walce z kiepskim nastrojem. Dla mnie są to na pewno świeczki SINNLIG. Zaopatruję się w nie co jakiś czas w Ikei i ten model na pewno mogę Wam polecić. Są dość wydajne i estetycznie wykonane, a co ważniejsze nie zbyt drogie. Mam swoją ulubioną o zapachu wanilii.

Jesienią i zimą staram się pić więcej napojów ciepłych, szczególnie herbaty. W cieplejszym okresie roku praktycznie po nią nie sięgam, no może z wyjątkiem zielonej herbaty, którą piję cały rok. Jednak jesienią i zimą częściej robię sobie herbatę z cytryną, czasem z dodatkiem miodu, pamiętając by dodatki znalazły się w napoju, gdy ostygnie on mniej więcej do 40 czy 50 stopni C.
W ulubionym kubku herbata smakuje jeszcze lepiej.


Ostatnim moim jesiennym niezbędnikiem są ciepłe kapcie. Oczywiście w jednym z ulubionych kolorów. Towarzyszą mi właściwie codziennie podczas pobytu w domu. Mój casualowy strój składa się często z legginsów i tego typu kapcie są dla nich idealnym uzupełnieniem. Polecam wszystkim zmarźluchom i przestrzegam przed chodzeniem boso!

poniedziałek, 19 października 2015

Kilka słów o rowerze, czyli za co go pokochałam

Jesień, gdy temperatura spada poniżej 10 stopni Celsjusza albo przychodzą pierwsze przymrozki, za oknami wciąż szaro i buro, często z opadami deszczu, powoduje, iż nie chce nam się nawet wystawiać nosa spod koca. W tym roku jednak, dość upalne lato długo nie ustępowało miejsca jesieni. A słoneczne dni sprzyjają wycieczkom rowerowym, chcemy łapać ostatnie promienie słoneczne. Tak przynajmniej jest w moim przypadku i Was również do tego gorąco zachęcam.




Myślę, że jesień swoimi urokami też Was w sobie rozkocha.




Muszę jednak pewne kwestie już we wstępie wyjaśnić. W tym sezonie nie kupiłam nowego roweru, po prostu przyszedł w końcu na niego czas. Właśnie w tym roku tak naprawdę pokochałam go i pierwszy raz, w takiej ilości, towarzyszył mi podczas wakacyjnych wycieczek. Za duże wyzwanie uważam okrążenie jeziora Śniardwy, to jest ok. 100 km. Było upalnie, sucho i wiał silny wiatr. Mazurskie ścieżki rowerowe nie są drogami super exclusive, a jednak udało się. Mam z tego ogromną satysfakcję.

Na wspomnienie tych chwil załączam zdjęcia:



Jak widać, tamta wycieczka to nie tylko jazda rowerem, ale również piękne widoki i niezapomniane wspomnienia. Tak to właśnie z rowerem jest. Nie chodzi o to tylko, żeby na nim jeździć, ale czerpać z tego również ogromną przyjemność. Nie warto rzucać się na głęboką wodę, bo to może jedynie spowodować, że się zniechęcicie. Nie do końca ma też znaczenie fakt na jakim rowerze się poruszacie. Jeśli podoba Wam się jazda po mieście, łatwiej jest Wam w taki sposób dotrzeć do pracy lub na małe zakupy, to wybierzcie rower miejski, szosowy. Jeśli wolicie sportową jazdę, po drogach leśnych czy piaszczystych, uciekacie za miasto i zmierzacie przed siebie w nieznane to wybierzcie rower mtb lub crossowy. Więcej miejsca temu tematowi poświęcę w innym wpisie, dziś pragnę tylko pokazać Wam moją nową pasję.
Co daje mi jazda rowerem? Dla mnie jest to szeroko rozumiane pojęcie wolności. Najczęściej zakładam sobie dokąd chcę dotrzeć, jakie miejsca zobaczyć, gdzie mogę odpocząć i co muszę ze sobą zabrać. Nie chcę czuć się zaskoczona jakąś zupełnie skrajną sytuacją. Ważne jest dla mnie ile czasu mam na przejażdżkę, a przy tym jaki dystans mogę sobie zaplanować. Zdarza mi się jednak czasem, że jadę w nieznane po swojej okolicy. Podziwiam to jak zmienia się przyroda, jak wschodzi lub zachodzi słońce. Jest w tych chwilach pewnego rodzaju magia. Lubię być sama w takich momentach, pobyć ze swoimi myślami, zastanowić się na wieloma sprawami, coś sobie poukładać. Grupowe wycieczki mają oczywiście również swój urok, ale to już jest bardziej zabawa, niż czas na refleksje. Istotnym dla mnie faktem jest również to, że jazda rowerem pozwala mi na kształtowanie charakteru. Jeśli zakładam sobie jakiś dystans to robię wszystko, by go przejechać. Przychodzą chwile zwątpienia, myślę sobie, że nie dam rady, a jednak robię to, jadę przed siebie i po prostu docieram do celu. To jest coś niesamowitego, taką radość daje mi niewiele rzeczy.
Musicie obiecać mi jedno, że wsiądziecie na swój rower i po prostu pojedziecie, a później powiecie jak było. Przesłanie na zachętę znajduje się poniżej.




sobota, 3 października 2015

Na jesienny wieczór... czekolada


Jesienne wieczory sprzyjają spędzaniu czasu w domu, w ulubionym fotelu, pod kocem, przed telewizorem lub z książka, często z kubkiem gorącej czekolady. No właśnie, pozostając w tym klimacie, chciałabym dziś polecić Wam film pod tytułem "Czekolada". Od dawna, z różnych stron, docierały do mnie opinie na temat tej produkcji. Przyszedł zatem wieczór i sprzyjające okoliczności, by to sprawdzić.
Film oparty jest na książce Joanne Harris pod tym samym tytułem. Jego akcja rozgrywa się w 1960 r., w małej francuskiej miejscowości. Z pozoru sielankowe i poukładane życie mieszkańców zostaje zburzone, gdy do miasteczka przybywa Vianne z córką i podejmują się dość kontrowersyjnego pomysłu, otwierają czekoladziarnię. Nie chcę tutaj skupiać się na fabule czy grze aktorskiej, choć nie mam im nic do zarzucenia. Wolę jednak pozostawić tę dziedzinę krytykom filmowym i odsyłam Was do odpowiednich źródeł. Dla mnie film ten ma zupełnie inne znaczenie. Czy macie czasem tak, że sięgacie po film lub książkę, a po zapoznaniu się z nimi nie możecie o nich zapomnieć? Ja mam takie wrażenie gdy obejrzę tak zwany mądry film. "Czekolada", w moim odczuciu, należy właśnie do tej grupy.
Film utrzymany jest w oryginalnym w swojej prostocie francuskim klimacie i to szczególnie mi odpowiada. W tę właściwą Francuzom naturalność wpisana została dość trudna historia. Główna bohaterka mierzy się z ogromnymi przeciwnościami losu. Prowadzi czekoladziarnię, mimo że w miasteczku brakuje zwolenników jej działalności. I nie tylko sama czekolada się tu broni, ale największe znaczenie ma jednak postawa głównej bohaterki. Robi to bowiem nie porzucając swojego optymizmu. Ona jest tam swego rodzaju wysłannikiem dobra i prawdy, tak jakby właśnie jej ta misja w życiu została powierzona. I mimo, iż jest jej niezwykle ciężko walczyć przeciwko całemu światu to nie porzuca swoich przekonań. Konsekwentnie pozostaje im wierna.
Czego uczy ten film? Przede wszystkim tego, że warto wierzyć w siebie i swoje możliwości. I choćby wszystko sprzysięgło się przeciwko Tobie, nie poddawaj się. O tym ile siły mamy możemy przekonać się dopiero, gdy tej siły musimy użyć, gdy ona staje się naszym jedynym wyborem.
Zachęcam do obejrzenia filmu, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, oczywiście z kubkiem gorącej czekolady.

piątek, 2 października 2015

Bonjour!


Przyszedł dzień, w którym postanowiłam zacząć pisać blog. Nadszedł również dzień, w którym musiał pojawić się tutaj pierwszy post. Warto na pewno zacząć od oficjalnego dzień dobry, w języku francuskim bonjour. Dlaczego w języku francuskim? Ponieważ jest on miły dla moich uszu, ponieważ kojarzy się ze swoistą lekkością i elegancją, a jednocześnie naturalnością, z francuskim szykiem, którego jestem zwolenniczką. A co najważniejsze, jest to klimat, w którym chciałabym utrzymać ten blog. 
Powyższe zdjęcie przedstawia mnie. Mam na imię Elwira i z wykształcenia jestem filologiem polskim. Mojego życia nie poświęciłam jednak polonistyce, choć książki czytam dość namiętnie i nie omieszkam podsuwać Wam tutaj ciekawych pozycji, które uda mi się wyłuskać. W moim la Vie oddaję się jednak wielu pasjom. Począwszy od zdrowego stylu życia, mam tu na myśli sport, a zwłaszcza bieganie, rower, pływanie, fitness oraz taniec, przez towarzyszące mu zdrowe odżywianie. Idące za tym podróżowanie, hołduję przede wszystkim tak zwanemu regionalizmowi, ale kocham naszą całą piękną Polskę, a także Europę, jako kolebkę kultury światowej. W moim życiu dość ważne miejsce zajmuje również moda, jednak już na wstępie przyznaję, że nie podążam chorobliwie za wszystkimi trendami, jestem raczej zwolenniczką french chic okraszonego italian chic, a czasem po prostu wygodą czy klasyką. To wszystko staram się ubierać w piękne zdjęcia, które pasjami oglądam, wyszukuję i uczę się robić. Zapraszam Was zatem do wspólnej przygody. Chcę pokazać ile z życia czerpię przyjemności - I adore la Vie!