poniedziałek, 26 października 2015

Jesienny box niezbędnik


To, co dzieje się za oknem nie zachęca do aktywności, szczególnie tych na świeżym powietrzu. Zachęca raczej do pozostawania w domu, a już szczególnie, w bliskiej komitywie z kocem. Mam w zanadrzu taki swój "szarak", który widać na powyższym zdjęciu. Wtulam się w niego, gdy tylko wszystkie obowiązki dnia codziennego są pozałatwiane i mam w końcu czas dla siebie. Myślę jednak, że skoro lato czy wiosna pozwalają nam na spędzanie większej ilości czasu na dworze i korzystania z pięknej pogody, to czemu mielibyśmy jesienią nie być bardziej skłonni do tego, do czego jesień nas nastraja. Moim zdaniem właśnie teraz takie "kocykowanie" jest jak najbardziej usprawiedliwione. Oczywiście nie mówię o tym, by siedzieć pod kocem bezczynnie i oddawać się jedynie oglądaniu telewizji. Warto w tym czasie wrócić do nadrobienia zaległości lekturowych. Na mojej półce czeka już kilka pozycji, którymi zajmę się w najbliższym czasie i do tego Was również zachęcam.

W związku z tym, że dni są coraz krótsze i chłodniejsze, a co za tym idzie, jesteśmy często smutni i przygnębieni, to warto szukać umilaczy, które pomogą nam w walce z kiepskim nastrojem. Dla mnie są to na pewno świeczki SINNLIG. Zaopatruję się w nie co jakiś czas w Ikei i ten model na pewno mogę Wam polecić. Są dość wydajne i estetycznie wykonane, a co ważniejsze nie zbyt drogie. Mam swoją ulubioną o zapachu wanilii.

Jesienią i zimą staram się pić więcej napojów ciepłych, szczególnie herbaty. W cieplejszym okresie roku praktycznie po nią nie sięgam, no może z wyjątkiem zielonej herbaty, którą piję cały rok. Jednak jesienią i zimą częściej robię sobie herbatę z cytryną, czasem z dodatkiem miodu, pamiętając by dodatki znalazły się w napoju, gdy ostygnie on mniej więcej do 40 czy 50 stopni C.
W ulubionym kubku herbata smakuje jeszcze lepiej.


Ostatnim moim jesiennym niezbędnikiem są ciepłe kapcie. Oczywiście w jednym z ulubionych kolorów. Towarzyszą mi właściwie codziennie podczas pobytu w domu. Mój casualowy strój składa się często z legginsów i tego typu kapcie są dla nich idealnym uzupełnieniem. Polecam wszystkim zmarźluchom i przestrzegam przed chodzeniem boso!

poniedziałek, 19 października 2015

Kilka słów o rowerze, czyli za co go pokochałam

Jesień, gdy temperatura spada poniżej 10 stopni Celsjusza albo przychodzą pierwsze przymrozki, za oknami wciąż szaro i buro, często z opadami deszczu, powoduje, iż nie chce nam się nawet wystawiać nosa spod koca. W tym roku jednak, dość upalne lato długo nie ustępowało miejsca jesieni. A słoneczne dni sprzyjają wycieczkom rowerowym, chcemy łapać ostatnie promienie słoneczne. Tak przynajmniej jest w moim przypadku i Was również do tego gorąco zachęcam.




Myślę, że jesień swoimi urokami też Was w sobie rozkocha.




Muszę jednak pewne kwestie już we wstępie wyjaśnić. W tym sezonie nie kupiłam nowego roweru, po prostu przyszedł w końcu na niego czas. Właśnie w tym roku tak naprawdę pokochałam go i pierwszy raz, w takiej ilości, towarzyszył mi podczas wakacyjnych wycieczek. Za duże wyzwanie uważam okrążenie jeziora Śniardwy, to jest ok. 100 km. Było upalnie, sucho i wiał silny wiatr. Mazurskie ścieżki rowerowe nie są drogami super exclusive, a jednak udało się. Mam z tego ogromną satysfakcję.

Na wspomnienie tych chwil załączam zdjęcia:



Jak widać, tamta wycieczka to nie tylko jazda rowerem, ale również piękne widoki i niezapomniane wspomnienia. Tak to właśnie z rowerem jest. Nie chodzi o to tylko, żeby na nim jeździć, ale czerpać z tego również ogromną przyjemność. Nie warto rzucać się na głęboką wodę, bo to może jedynie spowodować, że się zniechęcicie. Nie do końca ma też znaczenie fakt na jakim rowerze się poruszacie. Jeśli podoba Wam się jazda po mieście, łatwiej jest Wam w taki sposób dotrzeć do pracy lub na małe zakupy, to wybierzcie rower miejski, szosowy. Jeśli wolicie sportową jazdę, po drogach leśnych czy piaszczystych, uciekacie za miasto i zmierzacie przed siebie w nieznane to wybierzcie rower mtb lub crossowy. Więcej miejsca temu tematowi poświęcę w innym wpisie, dziś pragnę tylko pokazać Wam moją nową pasję.
Co daje mi jazda rowerem? Dla mnie jest to szeroko rozumiane pojęcie wolności. Najczęściej zakładam sobie dokąd chcę dotrzeć, jakie miejsca zobaczyć, gdzie mogę odpocząć i co muszę ze sobą zabrać. Nie chcę czuć się zaskoczona jakąś zupełnie skrajną sytuacją. Ważne jest dla mnie ile czasu mam na przejażdżkę, a przy tym jaki dystans mogę sobie zaplanować. Zdarza mi się jednak czasem, że jadę w nieznane po swojej okolicy. Podziwiam to jak zmienia się przyroda, jak wschodzi lub zachodzi słońce. Jest w tych chwilach pewnego rodzaju magia. Lubię być sama w takich momentach, pobyć ze swoimi myślami, zastanowić się na wieloma sprawami, coś sobie poukładać. Grupowe wycieczki mają oczywiście również swój urok, ale to już jest bardziej zabawa, niż czas na refleksje. Istotnym dla mnie faktem jest również to, że jazda rowerem pozwala mi na kształtowanie charakteru. Jeśli zakładam sobie jakiś dystans to robię wszystko, by go przejechać. Przychodzą chwile zwątpienia, myślę sobie, że nie dam rady, a jednak robię to, jadę przed siebie i po prostu docieram do celu. To jest coś niesamowitego, taką radość daje mi niewiele rzeczy.
Musicie obiecać mi jedno, że wsiądziecie na swój rower i po prostu pojedziecie, a później powiecie jak było. Przesłanie na zachętę znajduje się poniżej.




sobota, 3 października 2015

Na jesienny wieczór... czekolada


Jesienne wieczory sprzyjają spędzaniu czasu w domu, w ulubionym fotelu, pod kocem, przed telewizorem lub z książka, często z kubkiem gorącej czekolady. No właśnie, pozostając w tym klimacie, chciałabym dziś polecić Wam film pod tytułem "Czekolada". Od dawna, z różnych stron, docierały do mnie opinie na temat tej produkcji. Przyszedł zatem wieczór i sprzyjające okoliczności, by to sprawdzić.
Film oparty jest na książce Joanne Harris pod tym samym tytułem. Jego akcja rozgrywa się w 1960 r., w małej francuskiej miejscowości. Z pozoru sielankowe i poukładane życie mieszkańców zostaje zburzone, gdy do miasteczka przybywa Vianne z córką i podejmują się dość kontrowersyjnego pomysłu, otwierają czekoladziarnię. Nie chcę tutaj skupiać się na fabule czy grze aktorskiej, choć nie mam im nic do zarzucenia. Wolę jednak pozostawić tę dziedzinę krytykom filmowym i odsyłam Was do odpowiednich źródeł. Dla mnie film ten ma zupełnie inne znaczenie. Czy macie czasem tak, że sięgacie po film lub książkę, a po zapoznaniu się z nimi nie możecie o nich zapomnieć? Ja mam takie wrażenie gdy obejrzę tak zwany mądry film. "Czekolada", w moim odczuciu, należy właśnie do tej grupy.
Film utrzymany jest w oryginalnym w swojej prostocie francuskim klimacie i to szczególnie mi odpowiada. W tę właściwą Francuzom naturalność wpisana została dość trudna historia. Główna bohaterka mierzy się z ogromnymi przeciwnościami losu. Prowadzi czekoladziarnię, mimo że w miasteczku brakuje zwolenników jej działalności. I nie tylko sama czekolada się tu broni, ale największe znaczenie ma jednak postawa głównej bohaterki. Robi to bowiem nie porzucając swojego optymizmu. Ona jest tam swego rodzaju wysłannikiem dobra i prawdy, tak jakby właśnie jej ta misja w życiu została powierzona. I mimo, iż jest jej niezwykle ciężko walczyć przeciwko całemu światu to nie porzuca swoich przekonań. Konsekwentnie pozostaje im wierna.
Czego uczy ten film? Przede wszystkim tego, że warto wierzyć w siebie i swoje możliwości. I choćby wszystko sprzysięgło się przeciwko Tobie, nie poddawaj się. O tym ile siły mamy możemy przekonać się dopiero, gdy tej siły musimy użyć, gdy ona staje się naszym jedynym wyborem.
Zachęcam do obejrzenia filmu, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, oczywiście z kubkiem gorącej czekolady.

piątek, 2 października 2015

Bonjour!


Przyszedł dzień, w którym postanowiłam zacząć pisać blog. Nadszedł również dzień, w którym musiał pojawić się tutaj pierwszy post. Warto na pewno zacząć od oficjalnego dzień dobry, w języku francuskim bonjour. Dlaczego w języku francuskim? Ponieważ jest on miły dla moich uszu, ponieważ kojarzy się ze swoistą lekkością i elegancją, a jednocześnie naturalnością, z francuskim szykiem, którego jestem zwolenniczką. A co najważniejsze, jest to klimat, w którym chciałabym utrzymać ten blog. 
Powyższe zdjęcie przedstawia mnie. Mam na imię Elwira i z wykształcenia jestem filologiem polskim. Mojego życia nie poświęciłam jednak polonistyce, choć książki czytam dość namiętnie i nie omieszkam podsuwać Wam tutaj ciekawych pozycji, które uda mi się wyłuskać. W moim la Vie oddaję się jednak wielu pasjom. Począwszy od zdrowego stylu życia, mam tu na myśli sport, a zwłaszcza bieganie, rower, pływanie, fitness oraz taniec, przez towarzyszące mu zdrowe odżywianie. Idące za tym podróżowanie, hołduję przede wszystkim tak zwanemu regionalizmowi, ale kocham naszą całą piękną Polskę, a także Europę, jako kolebkę kultury światowej. W moim życiu dość ważne miejsce zajmuje również moda, jednak już na wstępie przyznaję, że nie podążam chorobliwie za wszystkimi trendami, jestem raczej zwolenniczką french chic okraszonego italian chic, a czasem po prostu wygodą czy klasyką. To wszystko staram się ubierać w piękne zdjęcia, które pasjami oglądam, wyszukuję i uczę się robić. Zapraszam Was zatem do wspólnej przygody. Chcę pokazać ile z życia czerpię przyjemności - I adore la Vie!