środa, 25 listopada 2015

Say hello from Edinburgh


Piękne miejsce, prawda? To jest jednak tylko zapowiedź. Na koniec tego posta wkleję zdjęcie, które dopiero zrobi na Was wrażenie! Jednak zacznijmy od tego co znajduje się powyżej. Jeśli ktoś z Was był kiedykolwiek w Wielkiej Brytanii, oglądał foldery o Szkocji lub samym Edinburghu, trafił też na pewno na fotografię przedstawiającą Edinburgh Castle. To jest właśnie to miejsce, zdjęcie zrobione przeze mnie, widziana moimi oczyma perspektywa. Dlaczego wklejam je tutaj? Hmm... fotografia jest jedynie pretekstem do tego, co chcę dziś powiedzieć. Należy się Wam bowiem kilka słów wyjaśnień.
Tak się składa, że już ponad miesiąc mieszkam w stolicy Szkocji, czyli Edinburghu. Decyzja o emigracji rodziła się w mojej głowie przez pewien czas i w końcu zapadła. Nie chcę wyjawiać powodów, nie jest to czas ani miejsce na uzasadnienia. Jestem tu bez odpowiedzi dlaczego, po co i na jak długo? Pragnę ten pobyt potraktować jako jedną z wielu przygód w swoim życiu i zrobić wszystko, by po prostu jak najwięcej z niej czerpać.

Miesiąc to nie jest zbyt długi okres czasu, ale mogę powiedzieć już kilka słów o tym z czym kojarzy mi się Szkocja. Sam Edinburgh jest piękny, dość stary, utrzymany oczywiście w typowo brytyjskim klimacie, mroczny. Pogoda... tak, dość często pada, ale chyba równie często wieje. Nie jest jednak bardzo zimno, ale za to długo ciemno, dziś mamy 25 listopada, ciemno było do godziny 8 rano, zaczęło się ściemniać po godzinie 16. Ja uwielbiam dni, w które świeci słońce, wtedy jest tu naprawdę pięknie! Lewostronny ruch uliczny każdy kojarzy, tak samo jak piętrowe autobusy i czerwone budki telefoniczne. Język angielski.... nie do końca. Szkocka odmiana tego języka, czerpie z tzw. galicyjskiego i nie ma tak dużo wspólnego z samym angielskim, to trochę tak jak z naszymi gwarami: kaszubską czy śląską. W Szkocji można się po angielsku porozumiewać, ale na przykład ze starszym Szkotem  dogadamy się jednak łatwiej po szkocku.
To, co robi wrażenie, to na pewno uprzejmość i życzliwość. Pierwsze dni poruszaliśmy się tutaj cały czas z mapą, co chwila ktoś nas zaczepiał i pytał czy w czymś pomóc albo czego szukamy. Jednak ludzie są tutaj mili zarówno w stosunku do turystów, ale także w stosunku do siebie, za wszystko sobie dziękują, nawet podczas mijania na chodniku, gdy schodzimy im z drogi, a już przede wszystkim w stosunku do kierowców autobusów, którym dziękuje się za każde podwiezienie :) Jak przystało na wyspę jest tu dość wilgotno, a przy tym zielono, ja nie mam problemu z zatkanym nosem każdego ranka, jak to było w Polsce, ale problem jest jednak na przykład z wysuszeniem prania, dlatego modne jest tu posiadanie suszarki bębnowej. Jedzenie w Szkocji pozostawia wiele do życzenia, to znaczy Brytyjczycy ogólnie żyją dość wygodnie, kupują potrawy na wynos lub gotowe, a przy tym często niezdrowe, dania. Generalnie na pewno jedzą bardziej tłusto. Chociaż w ostatnim czasie coraz większy nacisk kładzie się w UK na zdrowy tryb życia, widać tu coraz więcej klubów fitness i siłowni, biegaczy i rowerzystów.

To tyle tytułem wstępu. Postaram się być częściej obecna na blogu, przedstawić Wam bliżej Edinburgh i Szkocję, a przede wszystkim dzielić się swoimi spostrzeżeniami na tematy, które mnie tutaj otaczają. Mam nadzieję, że zainteresuję Was Szkocją i dzięki temu będzie Wam też bliższa. A na koniec obiecana niespodzianka, zdjęcie zrobione wczoraj. Dla porównania zwróćcie uwagę, że część drzew nie ma już liści, zmieniło się to po miesiącu mojego pobytu tutaj. Wczoraj pogoda była piękna! Na fotografii Edinburgh Castle z innej perspektywy.
Spokojnego wieczoru.