sobota, 23 stycznia 2016

Parka


Tworząc ten blog w zamyśle miałam, że będę przygotowywać dla Was czasem wpisy z moimi modowymi propozycjami. Dzisiejsza prezentacja nie do końca wpisuje się w ten plan, ale chcę się z Wami nią podzielić, już tłumaczę dlaczego.
Od pewnego czasu bardzo modne stały się tak zwane parki. Są to dłuższe kurtki, mające fason płaszcza, z kapturem. Parki mogą być zimowe oraz jesienno - wiosenne. Fason prosty lub zwężane w pasie. Z zakupem parki nosiłam się dość długo aż w końcu zdecydowałam się i tego wyboru absolutnie nie żałuję. Na szkockie pogody, czytaj wiatry i deszcze, moja kurtka sprawdza się po prostu idealnie. Ta wersja jest bowiem dodatkowo chroniąca przed takimi właśnie anomaliami pogodowymi, wersja dry and warm.


Fajnie sprawdza się w połączeniu z modnymi teraz szerszymi swetrami, bluzami czy lejbami. Dzięki jej luźnemu fasonowi nie czuje się skrępowana.



Na zdjęciach widzicie poprzeczne pręgi, parka wypełniona jest specjalnym puchem, wypełnienia są poziomymi pasami. Zaletą jest na pewno dość duży kaptur, pod którym spokojnie mieści się czapka.
W zestawie do kaptura jest czarny puszek. Odpięłam go, ponieważ zbyt często byłby tu mokry, ale z nim również parka wygląda bardzo efektownie.

Jeśli jesteście zainteresowani tym własnie modelem to znajdziecie go tu:


Obecnie jednak, praktycznie każda firma odzieżowa ma w sprzedaży parki, znajdźcie swoją idealną!



poniedziałek, 4 stycznia 2016

Wierzysz w przypadek?


Nie bez powodu w dzisiejszym tytule posta zawarłam pytanie. Chciałabym, żebyście rzeczywiście się nad nim zastanowili. I już mówię Wam dlaczego.

Jak dobrze wiecie, przebywam poza granicami kraju i rzadko korzystam z numeru telefonu, pod którym byłam dostępna w Polsce. Czasem jednak muszę go włączyć. I tak było dziś. Chwilę, po uruchomieniu telefonu spłynęły smsy, które zostały wysłane na mój numer w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu ostatnich godzin. Wśród nich znalazł się również sms od dawnej koleżanki z pracy. Kochani, przedstawiam Wam Justynę.

Poznałyśmy się kilka lat temu, razem pracowałyśmy, choć muszę przyznać, iż rzeczywiście niedługo. Kilka tygodni po moim pojawieniu się w pracy Justynka zachorowała. Pamiętam ten czas doskonale, ponieważ mimo iż byłam tam nowa, musiałam sobie jakoś poradzić ze wszystkimi obowiązkami. Nie to jest jednak najważniejsze. Moja koleżanka poszła na kilkudniowy urlop i już nigdy z niego nie wróciła. Zaczęło się od tego, iż "tak po prostu" jedną stroną jej ciała, szczególnie kończynami, zawładnęło odrętwienie. Trafiała do kolejnych szpitali, a tam kolejne - różne diagnozy. Począwszy od raka przez stwardnienie rozsiane, aż w końcu, pod badaniu osocza krwi w Wielkiej Brytanii, właściwa diagnoza, zespół Devica.  Tak pokrótce.
Wszystko trwa już kilka lat, ale wiecie co w tym najdziwniejsze, a zarazem najpiękniejsze? Po pierwsze, mimo swojej choroby i przywiązania do wózka, Justyna pozostała jedną z najbardziej optymistycznie nastawionych i uśmiechniętych kobiet na świecie, jakie znam! Fundamentem jej życiowej postawy jest niewątpliwie wiara w Boga, ale nie bez znaczenia pozostaje również wsparcie wspaniałej rodziny. Gdy poznałam Justynkę, była mamą Bartka. Dziś jest również mamą Marysi. A zatem, po drugie, co niezwykle fascynujące, w czasie swojej choroby urodziła drugie dziecko! Dlaczego Wam o tym piszę i o co chodzi z tym smsem, od którego zaczęłam dzisiejszy wpis? Wiadomość, którą otrzymałam od Justynki, dotyczyła udzielenia jej pomocy. Kochani, co Wam chcę powiedzieć? Włączyłam ten telefon przez przypadek i przez przypadek otrzymałam sms z prośbą, ale już nie przez przypadek go wysłałam :) Kończąc moje rozważania na ten temat zachęcam Was oczywiście do zajrzenia na stronę fundacji Avalon:




lub bliższego poznania Justynki:


a jeśli będziecie chcieli pomóc to wyślijcie sms o treści POMOC 3037 pod numer 75165. Nie prowadzę tego bloga po to, by prosić o pomoc dla moich znajomych lub kogoś reklamować. Pragnę jedynie zachęcić Was do poznania Justyny i na jej przykładzie podjęcia próby zrozumienia ludzi, którzy mają zupełnie inne problemy, niż przeciętny człowiek, a mimo to potrafią być godni naśladowania. Może to pomoże nam jeszcze bardziej docenić życie i to, co mamy?

Ten sms i osoba mojej koleżanki to jednak wciąż pretekst do tego, czym chcę się z Wami dziś podzielić. W życiu każdego z nas zdarzają się sytuacje, które w różnym stopniu rokują na naszą przyszłość. Raczej się nad tym w ogóle nie zastanawiamy, a myślę, że czasem warto!
Jestem dość wrażliwym człowiekiem i za każdym razem, gdy widzę bezdomnych to robi mi się smutno czy przykro. Pamiętam, kilka lat temu, zimą (był mróz), spotkałam, na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi, bezdomnego. Wchodziłam akurat do księgarni, on siedział obok drzwi. W sklepie nie mogłam się skupić nad rzeczami, które miałam tam kupić. Cały czas myślałam o tym człowieku, było mi go ogromnie szkoda, ale jak mogłam mu pomóc? Jedynie wrzucenie kilku złotych do kubka, który trzymał w zmarzniętych dłoniach, mogło chwilowo załatwić sprawę, a co dalej, gdzie on śpi, co będzie jadł jutro, jak przeżyje tę zimę, czy ma sandały na lato?
Podobnie było kilka lat temu nad morzem, w Mielnie. Siedzieliśmy wieczorem na plaży, podziwialiśmy zachód słońca. W pewnej chwili zauważyłam mężczyznę, który przechodził od jednego kosza na śmieci, do drugiego i wyciągał z niego jedzenie. Tak, on nie zbierał butelek czy puszek po piwie, a zatem nie chciał ich sprzedać, żeby mieć pieniądze na inny alkohol. On wyciągał plastikowe pudełka z resztkami obiadu, by je zjeść, był po prostu głodny. Szybko zapadła decyzja, by mu pomóc, by dać kilka złotych na jedzenie. Nie pamiętam twarzy tego człowieka, nie zapisało się w mojej głowie to, jak był ubrany, ale doskonale pamiętam jak powiedział: "Nie wierzę, są na tym świecie jeszcze dobrzy ludzie". Nie chodziło mi w tym momencie o to, by ktoś pomyślał, że jestem dobrym człowiekiem, ale czułam potrzebę niesienia mu nawet tak niewielkiej pomocy. Nie tylko dla siebie to musiałam zrobić, ale przede wszystkim dla niego. Był to on poczuł się lepiej. Niesienie pomocy, pielęgnowanie wartości człowieczeństwa i chęć bycia dobrym to jest to, czemu jestem wierna od lat i tak już pozostanie na zawsze.Nie potrafię bowiem być obojętna na ludzką krzywdę. Ponieważ w moim rozumieniu bezdomność i cierpienie drugiego człowieka, mojego brata czy siostry, jest niestety krzywdą. 

Nie chcę już dalej rozwodzić się nad tym czy warto pomagać, czy też nie, gdyż w tym temacie nie ustąpię, a Wam pozostawiam zachowanie własnego zdania na ten temat. Pragnę tylko, byście wiedzieli, że dobro, które dajecie, kiedyś do Was wróci. Dlatego poniżej załączam małe przesłanie, nie tylko na ten Nowy Rok 2016, ale na całe życie. Bo mamy je tylko jedno, dlatego warto w nim robić wszystko na 100%. Uczcie się tego i róbcie tak, by niczego nie żałować. 

Bądźcie zdrowi, Kochani! Wszystkiego dobrego. Elwira