niedziela, 29 maja 2016

Sekret chwili przyjemności II: be outside





Jakiś czas temu pisałam Wam o moim małym sekrecie - sekrecie chwili przyjemności. W zamyśle miałam zaprezentowanie Wam kilka fajnych, prostych rozwiązań, które umilają mi każdy dzień. Nie chodzi o to, czemu oddajecie się z pasją. Mam na myśli rzeczy czy sytuacje, dla których znajdujecie czas każdego dnia tak po prostu, które są dla Was przyjemnym obowiązkiem czy rytuałem. Wcześniej pisałam Wam o mojej codziennej kawie i ciastku, a dziś chcę wam powiedzieć o... byciu na świeżym powietrzu.

Może Was nieco zaskoczyć fakt, że na tak błahą sprawę zwracam uwagę, ale dla mnie ma on jednak dość duże znaczenie. Każdego dnia, chcą nie chcąc, w drodze do lub z pracy, do lub ze szkoły, przebywamy na świeżym powietrzu. Czasem trwa to bardzo krótko, bo w przeważającej większości korzystamy na przykład z komunikacji miejskiej lub auta, a czasem dłużej, ponieważ idziemy na pieszo. 

Dziś mogę powiedzieć, że w Polsce miałam tę przyjemność, że do pracy chodziłam na pieszo. Co mi to dało? Większą świadomość tego, co dzieje się wokół. Macie czasem tak, że czujecie, iż czas pędzi nieubłaganie, a życie ucieka Wam przez palce? Ja miałam takie refleksje kiedyś i teraz czasami to wraca. Jednak wyzbyłam się tych odczuć właśnie wtedy, gdy mogłam sobie pozwolić na większy kontakt z naturą. 

Zaczęło się oczywiście od biegania, łaknęłam kontaktu z otoczeniem, jak ryba wody. Zaczęłam chodzić do pracy na pieszo. Zaopatrzona w parasol, czy kalosze, nie bałam się deszczu. Zimą zakładałam ciepłą kurtkę, czapkę i rękawiczki. Czasem mknęłam ulicami miasta w pędzie, bo za późno wyszłam z domu, a czasem swobodnym krokiem zmierzałam przez budzące się do życia miasto. Lubiłam to, z czasem nawet pokochałam. Były dni, w których koleżanka chciała mnie podwieźć, bo jechała w to samo miejsce, a ja nie chciałam, czułam jakbym miała coś przez to stracić. Kolejne dni, miesiące, pory roku rysowały się w mojej pamięci i duszy. Widziałam jak przyroda się zmienia, jak dzień się wydłuża albo skraca. Zawsze mam przy sobie telefon i czasem, gdy tonęłam w zachwycie nad czymś, udało mi się zrobić zdjęcie.



Skierniewice/ październik 2014/ działki na ul. Nowomiejskiej

Powyższe zdjęcie wykonałam tak jak wskazuje data, pewnego dnia, po godzinie 7, w drodze do pracy. Zdjęcie przedstawia jedną z działek na ulicy niedaleko mojego domu. Pamiętam to doskonale, tego dnia był pierwszy przymrozek, a słońce świeciło jeszcze tak bystro.

Skierniewice/ maj 2014/ zielona Łupia

A to już inna fotografia, wykonana troszkę wcześniej. Przez pewien czas pracowałam w miejscu, do którego zmierzałam pokonując taką właśnie rzekę, każdego dnia. Ten dzień również pamiętam świetnie. To był maj, okres matur w szkole. Mój dzień pracy skończył się wtedy po godzinie 19, zdjęcie zostało wykonane tego wieczoru, gdy wracałam do domu. Nie mogłam oprzeć się tej soczystej zieleni, musiałam uwiecznić tę chwilę na fotografii. 

Teraz zdecydowanie rzadziej obcuję z przyrodą i jej urokami, ale gdy tylko mogę to korzystam. Zdjęcia pozwalają mi na zapisywanie tych pięknych wspomnień, choć muszę przyznać, iż nie oddają w zupełności tego, co widzę i czuję, gdy je robię. Najważniejsze skojarzenia zapisują się jednak w pamięci.

Skierniewice/ lipiec 2015/park miejski

Skierniewice/ październik 2015/park miejski

Wpis dzisiejszy poświęcam oddawaniu się chwili przyjemności jaką jest obcowanie z naturą. Nie chcę, żebyście myśleli, że korzystam z tych dobrodziejstw tylko i wyłącznie w drodze do czegoś, gdzieś. Pisząc o swoich początkach w bliższym kontakcie z przyrodą dałam Wam jedynie obraz mojej inspiracji. Ta miłość, do fauny i flory oczywiście, sięga dziś znacznie, znacznie głębiej. Gdy tylko mam wolną chwilę stara się oddawać mojej namiętności w nadmiarze. Moim zainteresowaniem cieszą się oczywiście miejsca piękne i ciekawe, tak jak park w Skierniewicach, ale nie tylko. Inspiruje bowiem każda wielka podróż, spontaniczna ucieczka w nieznane czy szybki spacer po zakupy.

Dziś, gdy mieszkam w Edynburghu, staram się czerpać z tego, czego w moim rodzinny mieście nie ma, na przykład morze.

Edinburgh/ październik 2015/ Cramond Beach

Edinburgh/ maj 2016/ Portobello Beach

A czasem po prostu, gdy udam się na spacer do pobliskiego parku.

Edinburgh/ marzec 2016/ Leith Links

Edinburgh/ kwiecień 2016/ Leith Links

Jest w przyrodzie jakaś siła, która inspiruje do działania, dodaje energii, motywuje, oczyszcza. Nie umiem tego opisać, ja to po prostu czuję. I ta siła towarzyszy mi nie tylko, gdy biegnę, ale zawsze gdy jestem na dworze, w otoczeniu przyrody. Myślę, że każdego stać na taką małą chwilę przyjemności. 

Poświęć 15 minut i czerp z tego na cały dzień. Docenisz czas. Będziesz mieć poczucie, że więcej w nim jesteś, że z niego czerpiesz, że świadomie go przeżywasz. 

sobota, 21 maja 2016

Tegoroczny maj nie pachnie bzem.



Na pewno zastanawialiście się nie raz która pora roku jest Waszą ulubioną. Ja wiem to od dawna. Najbardziej ze wszystkich pór roku kocham wiosnę! Zapytacie dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Wiosna kojarzy mi się z nowym życiem, uwielbiam i chwytam te momenty, gdy dzień staje choć odrobinę dłuższy, gdy słońce coraz mocniej grzeje, gdy wiatr jest coraz cieplejszy, a na drzewach, z każdym dniem widać coraz więcej pąków, które z czasem przeistaczają się w piękne kwiaty. I ta wszechobecna zieleń. Może nie jest to nic nadzwyczajnego dla przeciętnego człowieka, ale dla takich wrażliwców jak ja, na pewno tak.

Na tym jednak nie koniec. Wraz z wiosną przychodzi również mój ulubiony w roku  miesiąc, maj. Maj kojarzy mi się nie tylko z moimi urodzinami, które w tym miesiącu obchodzę. Przypomina mi on również o Dniu Matki i okresie polskich matur (mi nie nasuwają one negatywnych skojarzeń:). Maj przywołuje również skojarzenie miłości. Nie bez powodu mówi się bowiem, że maj jest miesiącem zakochanych. Maj to M.

I jeszcze jedna sprawa związana z majem. Jest to miesiąc, w którym kwitnie bez. Poniższe zdjęcie zrobione zostało na podwórku przed moim rodzinnym domem, w tle widać krzak bzu. 



Nieprzypadkowo poruszyłam ten temat właśnie dziś, w przededniu moich urodzin , w miesiącu, który najbardziej ze wszystkich kocham i za którym tak bardzo tęsknię. Bo maj, tutaj w Wielkiej Brytanii, jest zupełnie inny, niż ten w Polsce.

W ciągu roku temperatury w UK wahają w granicach 20 stopni Celsjusza. Przez cały rok jest tutaj zielono, tylko mniej lub bardziej chłodno, w zależności od pory roku. Nie oznacza to jednak, że tutaj drzewa nie kwitną, a dzień nie jest dłuższy czy krótszy. Chodzi mi raczej o to, że tutaj zmiany w przyrodzie nie są tak duże, jak w naszym kraju, gdzie zimą mamy śnieg, a latem upały. Dla wszystkich osób, które mnie znają nie jest tajemnicą, że bardzo tęsknię za ojczyzną i miewam momenty, w których chciałabym się spakować i wrócić do kraju. Czasem, gdy bardzo tęsknię, siadam na ławce w pobliskim parku, kieruję twarz w stronę słońca i wyobrażam sobie, że jestem w Polsce. Czuję na skórze słoneczne ciepło i lekki powiew wiatru, głosy ludzi gdzieś w oddali, myślami przenoszę się kilka tysięcy kilometrów stąd. Jedno, czego mi brakuje w tych skojarzeniach i doznaniach to właśnie zapach bzu. Pamiętam jak lubiłam korzystać z pierwszych ciepłych wiosennych dni i z książką siadałam sobie na ławce przed domem. Chętnie odrywałam się wtedy od czytania i zamykając oczy pozwalałam zmysłom chłonąć z otoczenia to, co najlepsze. Ten bez był moim afrodyzjakiem. Czekałam na niego przez cały rok i tylko na kilka chwil mogłam go w tym roku mieć.

Piszę Wam o tym dlatego, że chciałabym abyście nauczyli się korzystać i doceniać nie tylko to, co przynosi Wam maj, każdy inny miesiąc lub pora roku, którą kochacie. Doceńce po prostu to, czego inni nie mogą mieć. Nawet tak prostej rzeczy, jak zapach bzu.