wtorek, 28 czerwca 2016

Z Roslin Glen na Mazury


W zeszłym roku, choć nie po raz pierwszy, miałam przyjemność być na naszych polskich Mazurach. Okolice Mikołajek, Mrągowa i Jeziora Śniardwy zjechaliśmy na rowerach, więc poznaliśmy je dość dobrze. Co tu dużo mówić, zakochałam się w Mazurach i po raz kolejny przekonałam się, że Polska jest po prostu piękna. Mazury ze swoimi: zielenią na pagórkach i w lasach, błękitem i bielą na niebie oraz szarością w jeziorach to po prostu ósmy cud świata! Kocham, kocham, kocham.


Nie o tym jednak chciałam dziś pisać. Dzisiejszy dzień to wycieczka do Roslin Glen Parku. Pobudka rano, szybkie pakowanie prowiantu i w drogę. 


Wiadomą rzeczą jest, że w obcym czy zupełnie nowym dla nas miejscu zachwycamy się nad tym, co właśnie nowe. Trudno jednak nie mieć przed oczyma kraju rodzinnego, gdy się zanim tęskni i nie porównywać go do kraju, w którym żyjemy. W mojej głowie lato w Polsce jest kolorowe i gorące, zupełnie inaczej te dwie sprawy wyglądają w Szkocji. Lato jest tutaj dość chłodne, temperatura nie przekracza 20 stopni Celsjusza. Mieszkam aktualnie w Edynburghu. Jeśli spojrzycie na mapę to po prawej stronie dostrzeżecie Morze Północne, które przyczynia się do dość silnego wiatru w stolicy Szkocji i na całym wybrzeżu. Podobnie warunki atmosferyczne mieliśmy dziś. Na szczęście park, który odwiedzaliśmy położony jest w pewnego rodzaju wąwozie, więc nie odczuwaliśmy zbyt mocno porywów wiatru, przynajmniej podczas pobytu w rezerwacie, ale poza tym było dość chłodno...


Podobnie wygląda sprawa z barwami lata. Właściwie nawet chyba nie do końca tylko tej pory roku. Ogólnie Wielka Brytania uznawana jest za "zieloną wyspę" i tak rzeczywiście jest. Zieleń jest wszechobecna, ale nie ma ona takich odcieni, jak nasza polska zieleń. Ta należy do nieco przygaszonych, może to wpływ braku słońca? Dziś na szczęście trafiliśmy na dobrą pogodę, w przeważającej części dnia było słonecznie, dlatego na fotografiach możecie dostrzec promienie przenikające przez liście drzew i krzewów w Roslin Park. Co więcej, udało nam się znaleźć w gąszczu traw coś kolorowego, co jeszcze bardziej ucieszyło oko :)


Fajnie fotografuje się również ruiny różnych budynków, dość ciekawie prezentują się na zdjęciach.
No i górski strumyk dzielący Park Roslin na pół. Tam właśnie zrobiliśmy sobie małą przerwę na lunch i złapaliśmy chwilę wytchnienia w wędrówce.


 Dość ciekawa w tym miejscu jest różnica poziomów. Tak jak wspomniałam, park znajduje się w swego rodzaju wąwozie, czasem jednak można wspiąć się troszkę wyżej, skąd rozpościerają się cudowne widoki na okolicę, innym razem schodzimy niżej, by błądzić w gąszczu traw, paproci i krzewów. W mieście, w którym aktualnie żyjemy, zabudowa króluje nad zielenią, dlatego warto czasem uciec za miasto, by poobcować z przyrodą, wyciszyć się i zatopić w tej cudownej soczystej zieleni. 
Pisałam Wam kiedyś, że codziennie staram się choć trochę pobyć na świeżym powietrzu, ale taki dłuższy, nawet całodzienny, kontakt z przyrodą jest znacznie cenniejszy, powoduje bowiem, że źrenice się wyostrzają, a usta same uśmiechają.


Na początku tego wpisu wspomniałam Wam o swoich skojarzeniach z zeszłorocznych wakacji w Polsce. Jak spojrzycie na powyższe zdjęcie to na pewno przywoła w Waszych wspomnieniach widok cudownych Mazur, a zatem sami widzicie jak blisko jest Z Roslin Glen Parku na Mazury.

Dobrej nocy. E.

niedziela, 26 czerwca 2016

Stylizacja: biała sukienka


Niedziela była, jest i będzie dla mnie dniem wyjątkowym. I chociaż teraz przebywam w Szkocji, a niedziele najczęściej spędzam w pracy, to mój pogląd na temat wyjątkowości niedzieli się nie zmienił. Nie zawsze mogę pozwolić sobie na to, by celebrować ją w jakiś super fantastyczny sposób, ale zawsze staram się ten dzień jakoś wyróżnić, chociażby strojem.





Na dziś wybrałam zatem mój ulubiony i niezawodny black&white zestaw. Biała sukienka z krótkim rękawkiem, czarna marynarka, ukochane szpilki nude i czarna torebka. Dodatki, oczywiście w kolorze złotym.Taki zestaw zdaje się być niezawodny w wielu sytuacjach i do mojego małego świętowania również. 




Mam nadzieję, że i Wy macie jakieś swoje ulubione dni tygodnia albo chociaż znajdujecie jakiś wyjątkowy sposób na celebrowanie niedzieli. Myślę, że warto mieć takie swoje małe rytuały.



Dla zainteresowanych podaję przepis na moją stylizację:
biała sukienka MANGO
czarna marynarka H&M
czarna torebka H&M
szpilki nude CZASnaBUTY

środa, 22 czerwca 2016

Książki Pauliny Młynarskiej


Dziś chciałabym zaprezentować Wam jeszcze jeden tekst z mojego cyklu WARTO PRZECZYTAĆ/OBEJRZEĆ. Tym razem nie będę jednak polecać książki o modzie. A zatem o czym będzie ten tekst? Prezentując trzy powyższe książki trudno nawiązać do jednej dziedziny czy w ogóle skupić się na jednym temacie. A zatem może wybrnę troszkę z tego kategoryzowania i powiem, że mój dzisiejszy post będzie o Paulinie Młynarskiej. Po prostu :)


Na pewno, mniej lub bardziej, znacie tę postać. Tak, tak, to jest córka TEGO słynnego Wojciecha Młynarskiego, tak, siostra TEJ słynnej Agaty Młynarskiej i tak, prowadziła Miasto Kobiet. To chyba trzy najczęstsze skojarzenia dotyczące kobiety, do której dziś się odwołuję. No dobra. To były trzy moje skojarzenia, zanim poznałam bliżej Paulinę Młynarską. Książki, które dziś chcę Wam zaprezentować nie stanowią całego dobytku twórczego naszej pisarki. Tworzą jednak pewien obraz, klarują wyobrażenia na temat tej postaci. Tak, jak wspomniałam wcześniej, trudno mi by było jednoznacznie odnieść się do tematów, które porusza w wybranych do dzisiejszego wpisu pozycjach, dlatego nie będę tego robić. Powiem Wam za to dlaczego warto poznać bliżej "twórczość" Pauliny Młynarskiej.


 Pierwszą rzeczą, która zaciekawiła mnie w jej książkach to fakt, że autorka nie miała cudownego, cukierkowego dzieciństwa. Co prawda jest córką sławnych rodziców, a ciocie i wujków mogła oglądać w telewizji, ale fakt ten wpłynął raczej na dość kontrowersyjne młodzieńcze wybory i poskutkował ogromnym samozaparciem i realizacją marzeń oraz wiarą w siebie. Kolejne prace, których podejmowała się po powrocie, to nie załatwione przez rodziców "fuchy", ale walka o realizację marzeń i umiejętność pokazania w czym była i jest dobra. Przygoda z agencją reklamową, RMFem, Radiem Zet, Tok FM, Miastem Kobiet, to tylko niektóre przystanki w jej karierze. Poza tym cały czas była i jest mamą Ali i właścicielką cudownego domku w Kościelisku. To tylko tak pokrótce, bo w książkach opisuje dokładnie swoje życie. Podziwiam ją dziś za to, że umiała zrealizować się na tylu polach, choć nie było jej łatwo. Wszystko, czego doświadczyła, stanowi dziś o jej ogromnej wartości. Po co dzieli się tym ze swoimi czytelnikami? Żeby pokazać, że nie było jej łatwo iść przez życie, choć mogła zbudować swoją karierę na karierze sławnej rodziny. W pewnym sensie odnajduję w Paulinie część siebie, ponieważ wiele moich życiowych decyzji nie spotkało się z aprobatą rodziny, a ja jednak zawsze szłam do przodu wtedy, gdy czułam, że tak powinnam zrobić. Lubię silne kobiety, mocne osobowości, które głośno mówią o swoim zdaniu, choć większości może to się nie podobać. Myślę, że razem z autorką mogłybyśmy podpisać się pod słowami: 

w życiu warto ryzykować, bo jeśli nawet nie osiągniesz tego, dla czego ryzykowałeś, to chociaż się czegoś nauczysz.


Paulina Młynarska znana jest z tego, że od lat broni praw kobiet. Świetną okazją do zaprezentowania tej postawy był oczywiście program Miasto Kobiet, który niezwykle konsekwentnie realizowała we współpracy z Dorotą Wellman. Programu dziś nie ma, ale przyjaźń przetrwała. Owocem tej relacji jest na pewno książka "Kalendarzyk małżeński". Wbrew pozorom, pozycja ta ma niewiele wspólnego z małżeństwem, ale pokazuje fajne relacje dwóch kobiet, mówi o sile przyjaźni, a przy tym bogata jest w wiele ironicznych skojarzeń prosto z życia, z obserwacji.



Polecam Wam sięgnięcie po wspomniane przeze mnie książki, myślę że ja zdecyduję się jeszcze na kolejne lektury z jej dobytku twórczego. Tymczasem nie rozstaję się z Pauliną Młynarską i na kanale 

www.youtube.com 

subskrybuję jej program LUSTRO. Poniżej podsyłam Wam link, jeśli jesteście zainteresowani.




poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Elementarz Stylu" Kasi Tusk


To, że uwielbiam czytać książki nie jest dla tych, którzy mnie znają, żadną tajemnicą. Dlatego też z ogromną przyjemnością znajduję miejsce na swoim blogu również dla nich :)
Dziś pragnę polecić Wam polską pozycję, od której warto zacząć rewolucję w swojej szafie. Dokładnie tak. I nie chodzi o to, by co tydzień ją przemieniać. Mam na myśli raczej jedną wielką rewolucję na całe życie! Jesteście ciekawi co ja Wam tutaj wypisuję? Zapraszam.



Kasia Tusk zaczęła tworzyć swój blog http://www.makelifeeasier.pl/ w 2011 roku. Myślę, że jej przygoda z modą zaczęła się dużo wcześniej, jednak zwieńczeniem pracy nad blogiem i wieloletnich poszukiwań w modzie i stylu jest własnie ta książka. Zachęca mnie już dosłownie od pierwszego wejrzenia. Po pierwsze twarda, gruba, płócienna okładka, na której zamieszczona została karykatura Kasi w nieodłącznych elementach jej stylu: trenczu, czarnych rurkach i balerinach, w okularach i z rozwianymi blond falami włosów. Kolorystyka moja, okładka beżowa, choć dziś bardziej nude i czarne wykończenia. 

Nazwa książki Elementarz stylu wskazuje, iż mamy do czynienia z pewnego rodzaju poradnikiem, kompendium wiedzy na jakiś temat, w tym przypadku dla miłośników mody. Ten elementarz można uznać za wprowadzenie do świata prawdziwego odzieżowego stylu. Książka podzielona została na cztery części, a każda z nich zawiera dodatkowo rozdziały. Kasia jest bardzo przekonująca w tych rozważaniach, ponieważ mówi o poszukiwaniu stylu w modzie na swoim przykładzie. Zwraca uwagę na przeciwności z jakimi musiała się mierzyć, zanim zrozumiała o co w tym wszystkim chodzi, na przykład tak zwyczajnie jakim problemem był dla niej wybór stroju na każdy dzień, z jaką łatwością popadała w wyprzedażowe szaleństwo i z jaką trudnością musiała mieścić wszystkie swoje zdobycze w szafie, a później wybrać z nich coś na dany dzień. Autorka pisze o swoich inspiracjach, których dosłownie poszukiwała w świecie, nie tylko w sławnym Paryżu, ale także w Mediolanie, Londynie i Nowym Yorku. Mówi o bazie, którą każda z nas powinna stworzyć dla siebie i tym, żeby nie do końca dać się wbić w szablony, żeby szukać jednak w modzie miejsca dla siebie, dla własnego ja. Przecież Twój styl jest odzwierciedleniem Ciebie.


Podpisuję się pod tym wszystkim, co w tej książce pisze Kasia Tusk i jeśli szukacie jakiegoś ratunku dla siebie, jeśli uważacie, że musicie coś ze swoją szafą zrobić, ale nie macie pomysłu od czego zacząć, sięgnijcie po tę książkę. Jest wiele ikon stylu, wiele książek na temat powstało, różnym językiem są napisane, jedne lepsze, inne gorsze. Elementarz jest inny. On jest wprowadzeniem do tematu bardzo nam bliskiego. Napisany jest przez osobę, która wie, o czym mówi, bo sama to przeszła. Kasia Tusk jest dziewczyną z sąsiedztwa, która poprzez swój blog wyznacza trendy i staje się ikoną dobrego (!) stylu. I wiecie dlaczego jeszcze lubię tę pozycję? Po pierwsze, ponieważ zawiera ona piękne zdjęcia, których więcej możecie odnaleźć na blogu, do czego oczywiście też namawiam. A po drugie, dlatego że jest to książka, do której spokojnie można wiele razy wracać i pewne rzeczy sobie odświeżać i utrwalać. 

P. S. Najtaniej w Polsce będzie chyba tu 
Miłej lektury!


środa, 8 czerwca 2016

Stylizacja: czarne spodnie i biała bluzka


W zamyśle tworzenia tego bloga było aby powiedzieć Wam również kilka słów o modzie, a może raczej o moim stylu. W Polsce, w Wielkiej Brytanii i ogólnie na świecie jest wiele blogów modowych. Niektóre trafiają do mnie bardzo mocno, inne w nawet najmniejszym stopniu nie wiążą się z moim stylem i zajrzałam do nich tylko razy, w momencie gdy szukałam czegoś dla siebie. 



Już na początku pisałam Wam, że gdzieś w podstawach mojego stylu odnoszę się do French Chic, z drugiej strony czerpię troszkę z Italian Chic, a to wszystko przypieczętowuję minimalizmem. 
Absolutnie nie jestem osobą, która podąża za trendami. Zdecydowanie bliższa jest mi klasyka. Nie chciałabym jednak wyjść na totalnego ignoranta modowego, dlatego z miłości do mody i odzieży, śledzę nowinki i czasem staram się coś uszczknąć do mojego stylu.


Bardzo chciałabym pokazywać Wam tutaj tylko to, co jest naprawdę fajne w moich ciuchach i to, w czym naprawdę się lubię :)


Na dziś wybrałam prostą białą bluzkę, czarne spodnie i baleriny, brązową torbę i złote dodatki, przepis na taką stylizację przedstawia się następująco:
bluzka i torba - PARFOIS.COM
czarne rurki - DOROTHY PERKINS
czarne baleriny - PIER ONE (Zalando)
złoty zegarek - FOSSIL


Naszą minisesję zrealizowaliśmy w zaciszu Starego Miasta  i w Princess Garden w Edinburghu. W związku z tym, że dopisywała pogoda, co w Szkocji nie jest zbyt normalne, to szaleństwom nie było końca.