sobota, 23 września 2017

Świat małych bohaterów

Ostatnio coraz częściej spotykają mnie dość niepokojące myśli dotyczące mojego bytowania w otoczeniu. Chodzi o miejsce dla mojego ja wśród przyjaciół, znajomych z pracy czy ludzi w urzędzie bądź sklepie. Nie mam jednak na myśli tego, że nie mogę w społeczeństwie się odnaleźć. Chodzi mi o coś zupełnie innego. Już spieszę z wyjaśnieniem.

Tak wiele mówi się dzisiaj o szczęściu. Tytuły gazet i książek krzyczą do nas o różnych sposobach na poszukiwanie swojego spełnienia, a z półki w sklepie spożywczym wyskakują produkty, które zabarwią nasze mózgi na różowo. Zachęcony i nakręcony sięgasz po wspomagacz, bo oto właśnie przyszedł dzień, w którym chcesz zmienić świat, siebie, swój sposób myślenia. Kupujesz, stosujesz. Stajesz się jedną z tych osób, o których czytałeś. Na nosie nosisz różowe okulary, a Twoje stopy unoszą Cię kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. I z takim optymizmem wyruszasz przed siebie, by stawić światu czoła.

Obiecujesz sobie, że od dziś jesteś piękniejszy, weselszy, lżejszy, stajesz się pogodny, uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony, dobry, uczynny, och i ach. I właśnie wtedy, tego najpiękniejszego dnia Twojego życia, staje przed Tobą słup soli, góra lodowa, królowa śniegu lub inny Gargamel. Z nowym swoim "Ja" podchodzisz do tego stworzenia, podajesz rękę, posyłasz uśmiech i już prawie wydaje Ci się, że jesteś mistrzem w pokonywaniu trudności, a wtedy Twój przeciwnik uderza Cię pięścią w twarz! I choćbyś nie wiem jak się starał to głową muru nie przebijesz.

Przeczytałam wiele książek z psychologii, pedagogiki, hyggowania, feng shui, optymizmu, pozytywnego egoizmu, diet cud. Nauczyłam się, że w życiu nic nie przychodzi za darmo, musisz się natrudzić i porządnie nakombinować, by zrozumieć co tym światem rządzi. Żadna pigułka ani przepis z książki nie załatwią tego za Ciebie. I ile metod byś nie próbował to najważniejsza jest ta, którą znajdziesz dla siebie, najlepiej taka, którą sam sobie stworzysz.

Moją wielką misją ostatniego czasu jest bycie wdzięcznym. Nie chodzi o to, ile w życiu należy oczekiwać, od kogoś czy od siebie, stawiać cele czy żyć chwilą. Pokonywać trudności i stawiać życiu czoła. Czy łatwiej nam się żyje, gdy tylko gonimy marzenia i spieszymy z ich wyznaczaniem? Jak naprawdę potrafimy odnaleźć się w świecie oczekiwań i dążeń?

A gdyby tak zmienić sposób swojego myślenia i zacząć doceniać to, co się w życiu już ma. Nie każdego stać na to samo, nie wszyscy mają takie same marzenia. Ale wszyscy możemy zacząć od tego w jaki sposób to osiągnęliśmy i co dała nam droga, którą pokonaliśmy. Ludzie gubią się w prześciganiu swoich marzeń, a ilu już umie doceniać to, jaki trud włożyli w to dążenie.

Dlaczego dzielę się taką refleksją?
Ostatnio pracuję z dziećmi. Nieprawdopodobne jest dla mnie to jak one potrafią się ze wszystkiego cieszyć. Każde miłe słowo czy propozycja spotykają się co najmniej z jakąkolwiek reakcją, a w najlepszym wypadku wybuchem radości. Dzieci nie potrzebują super drogich gadżetów, zabawek, nie sięgają tak daleko. Zapytane co jest ich najlepszym wspomnieniem z wakacji odpowiadają, że zabawa z kuzynami lub czas spędzony nad wodą.

I wiecie co? Tyle mówi się, że dziś najmłodsi mają takie wymagania, najlepszym prezentem jest dla nich xbox czy nowy telefon, a to wcale nieprawda! To my, dorośli, uczymy je tego, to my pokazujemy im ten świat. I coraz częściej przekonuję się niestety, że powinno być odwrotnie. My dorośli powinniśmy zacząć czerpać z przebywania wśród dzieci. Nie tylko dlatego, że ich nastawienie i bezinteresowność są nieograniczone i mają na nas pozytywny wpływ. Ale przede wszystkim dlatego, że ich dziecięce spojrzenie na świat jest dokładnie tym, czego nam dorosłym brakuje. Dzieci mają w sobie ogrom niezmierzonej i prostej radości. Uczmy się czerpać ze świata małych bohaterów.

North Berwick


sobota, 25 lutego 2017

Moje małe odkrycia LUTY

W styczniu zaproponowałam Wam listę kilku rzeczy, moich małych umilaczy, które powoli odkrywałam w pierwszym miesiącu 2017 roku. A ponieważ luty wielkimi krokami zbliża się ku końcowi, postanowiłam opowiedzieć Wam trochę co wydarzyło się u mnie w tym miesiącu.
Z czym zatem kojarzy się drugi miesiąc roku? 
Po pierwsze z Walentynkami, po drugie z tym, że jest najkrótszy i po trzecie wreszcie, z tym, że to ostatni miesiąc zimy. Jaki był mój luty 2017 roku w Szkocji? Zapraszam do krótkiej fotorelacji.


Muszę przyznać, że tegoroczny luty nie był prawie w ogóle zimowy, przynajmniej nie dla mnie. Zobaczcie sami, że na zdjęciach, które prezentuję powyżej i poniżej widać piękne słońce. Bo taki właśnie był ten miesiąc. To znaczy mało padało, a śniegu nie widziałam w ogóle! Za to było bardzo słonecznie, temperatura przekroczyła wielokrotnie 10 stopni Celsjusza. 
Dużo podróżuję autobusem, więc codziennie zabieram ze sobą książkę. W minionym miesiącu czytałam między innymi "Gdzie jest Julia" autorstwa Julii Raczko, która odbyła półroczną podróż dookoła świata. Serdecznie polecam Wam tę pozycję, ponieważ przedstawia nie tylko perypetie niespełna trzydziestoletniej kobiety objeżdżającej kulę ziemską z plecakiem, ale przede wszystkim podaje wiele praktycznych porad, które mogą się przydać osobom planującym tego typu wojarze. I ta słoneczna Australia...ach! Jednym słowem warto ;)
A ten napis "Kocham Cię Elwira" czekał na mnie 14 lutego, taka Walentynka od drugiej połowy. Uwielbiam niestandardowe niespodzianki. 



W naszym parku zakwitły już pierwsze krokusy. Ogólnie w wielu miejscach w Edynburgu można spotkać taki widok, to już na pewno zapowiedź wiosny! A ja jak zwykle trochę eksperymentowałam w kuchni, na zdjęciu powyżej widzicie placuszki z jabłkiem i płatkami owsianymi, do tego oczywiście kawa z mlekiem, z dodatkiem imbiru i cynamonu, moje ulubione śniadanie. Coś zdrowego i rozgrzewającego, zastrzyk energii na cały dzień.




W lutym wróciłam też do biegania. Mam ambitny plan na pewien majowy start. Na razie więcej nie zdradzam, ponieważ nie wiem jeszcze czy uda mi się wystarczająco przygotować, ale jeśli nawet nie, to biegania nigdy dość ;) Ten mały termosik po lewej stronie u góry to mój kompan w drodze do pracy i szkoły, zabieram ze sobą zieloną herbatę.



Tutaj coś godnego polecenia dla osób walczących z przebarwieniami na twarzy. Ja zmagam się z takimi od dłuższego czasu i w końcu widzę efekty! Serum z witaminą C firmy Mincer Pharma naprawdę działa. Kupiłam go online, na stronie firmy. Wcieram wieczorem, przed snem i rano, przed nałożeniem kremu. Jeśli jesteście zainteresowani to teraz jest jeszcze dobry czas na to, ponieważ nie ma słońca.




Luty pozwolił na eksperymentowanie w kuchni, były między innymi: pyszna szarlotka z lodami, zupa kalafiorowa i spaghetti carbonara, mniam!



U góry po lewej stronie kolejna fotografia, poranek w Edynburgu, niebo mogłabym fotografować bez końca. Są plusy tego, że zimą słońce wstaje później, nie trzeba się zrywać wcześnie rano, żeby zrobić zdjęcia wschodowi słońca. 
W wolnej chwilach, jeśli takie się zdarzają ;), nadrabiam zaległości w oglądaniu na youtube programu Pauliny Młynarskiej "Lustro". To krótkie realizacje, w których znane osoby, po zmyciu makijażu, opowiadają o swoim życiu, w wchodzeniu w dorosłość, zaistnieniu w świecie mediów, polecam oczywiście.
W tym miesiącu pokusiłam się również o zakup trzech bluzek z H&M, to oczywiście w ramach mojego kompletowania stylowej garderoby. 



No i na koniec mój pomocnik w tworzeniu dla Was fotorelacji i robieniu pięknych zdjęć. Prezent od Mikołaja został w końcu ujawniony, w lutym towarzyszył mi już częściej, muszę się do niego przyzwyczaić, do tej pory robiłam zdjęcia głównie telefonem.


A to jeszcze ostatnia migawka z pobliskiego parku Leith Links. Drzewa bez liści też prezentują się pięknie, zwłaszcza na tle cudownego, lutowego nieba. Ściskam Was ciepło! E.

niedziela, 19 lutego 2017

Po prostu żyj!

Dziś chciałam podzielić się z Wami swoimi refleksjami na temat, który nie należy do przyjemnych.  To nie jest nic odkrywczego ani nowego. Zwyczajne przemyślenia, choć nieco smutne. Uważam bowiem, że na sprawy trudne i bolące, nie możemy być absolutnie obojętni, a na pewno znajdzie się dla nich miejsce na tym blogu.
Skąd wzięła się taka moja refleksja? Do przemyśleń na ten temat skłoniły mnie dwie sprawy. Jedna z nich to śmierć. Nie odszedł z tego świata nikt bardzo mi bliski, ale ktoś, kogo znałam. Co wyjątkowego jest w tej sytuacji? Może po prostu fakt, że był to młody człowiek, który powinien jeszcze żyć. Pamiętam go jako zawsze uśmiechniętego mężczyznę. Serio, on nigdy nie był smutny. Może czasem bywał zły, ale obracał to raczej w żart. Człowiek inteligentny, pracowity, dobry, z poczuciem humoru. Miał żonę, nie mięli dzieci... 
Obserwuję na Facebooku wiele profili znanych bardziej i mniej. Wśród nich jest również profil księdza Tomka - Wirtualnego Pasterza. Mało tam zdjęć, więcej tekstu, a zatem coś dla ludzi, którzy czytają. Wirtualny Pasterz interpretuje Słowo Boże i dzieli się swoimi przemyśleniami na różne tematy. Dziś pisał o czasie, który powoli staje się dobrem luksusowym, bo niby mamy go coraz mniej, a jakby jednak za dużo na rzeczy zbędne...


Ciężko jest mi zatem pogodzić się z nagłym odejściem faceta niewiele starszego ode mnie, który zostawił na tym świecie ludzi, których kochał i, którzy kochali jego. Jak pogodzić się ze stratą człowieka, który powinien być z nami, bo jeszcze tyle życia miało przed nim być? Jak zrozumieć odejście kogoś, kto na to odejście nie był przygotowany? Jak być obojętnym na niesprawiedliwość, na którą nie mamy wpływu? Mówi się, że czas leczy rany i tylko on może nam pomóc pogodzić się z sytuacjami, których nie potrafimy zrozumieć. Coś w tym jest. Innej odpowiedzi nie mam.
Zobaczcie na jak wiele sytuacji i rzeczy w naszym życiu mamy wpływ. Postęp techniki, nowości, zmiany, to wszystko krąży wokół nas, buzuje i nakręca. Budzisz się, otwierasz oczy, włączasz telewizję, telefon, komputer, odpalasz auto, pędzisz, wdech - wydech, znów jesteś o krok do przodu, o sekundę, godzinę, dzień, rok dalej. Ucieka to, w czym żyjemy. Nie masz czasu zastanowić się nad mrugnięciem, oddechem, zjedzoną kalorią. Gonisz. Aż w końcu przychodzi moment, w którym coś za Ciebie mówi STOP. 
Mój post jest jednym z wielu. Ja nie zmienię Ciebie, Twojego podejścia do życia i sposobu myślenia. Chcę jedynie nakłonić Cię do zatrzymania się na chwilę. My wciąż jesteśmy tu i mamy szansę na to, by cieszyć się życiem, my jeszcze możemy żyć. Niektórzy nie mają już tej możliwości, a jestem pewna, że chcieliby bardzo. Jesteśmy na wygranej pozycji, ponieważ wciąż możemy działać. Warto odrzucić wszystkie złe pochłaniacze czasu i zająć się tym co cenne. Doceńcie rodzinę, przyjaciół, ukochanego zwierzaka, dobrą książkę, wieczorny spacer, kakao w ulubionym kubku, zapach nadchodzącej wiosny, promień słońca i czas! Dobrej nocy Kochani.

wtorek, 7 lutego 2017

W poszukiwaniu stylu i moje inspiracje cz. IV wnętrza

To już ostatni wpis z cyklu Moje inspiracje. W tym poście chciałabym nawiązać do tematu, który ściśle wiąże się z stylem i modą, ale modą absolutnie nie jest. Tak, jak wspominałam poprzednio, nasz styl to nie tylko ubiór i sposób bycia, ale także nasze otoczenie. 

Znów posłużę się prostym przykładem, może troszkę zaczerpniętym z psychologii. Popatrzcie lub pomyślcie o swoim biurku w pracy lub w domu. Jak ono wygląda, w jakim jest kolorze, co się na nim znajduje? Podobno nasze miejsce pracy mówi o nas bardzo dużo. Jeśli chodzi o pracę uważam się albo chociaż dążę do perfekcji, nie umiem pracować w chaosie. Lubię porządek i ład. Moje biurko jest białe i długie, ale nie ma na nim zbyt dużej ilości rzeczy. Jedynie lampka, designerska tablica z różowego drutu, słoik z ołówkami i kalendarz książkowy. Przy biurku stoi szare designerskie krzesło, nazywane przez domowników potocznie jajkiem, ponieważ w formie właśnie jajko przypomina. Jak widzicie, moje biurko DOKŁADNIE odzwierciedla to, jaka jestem i co lubię. 

We wnętrzach lubię raczej prostotę, trochę surowości i moje ulubione kolory. Podobają mi się drewniane podłogi i blaty, szkło w postaci dużych okien i balustrad, kamień w postaci czerwonej lub białej cegły, jasne ściany i meble (mogą być jakiekolwiek z mojej palety), a to wszystko okraszone złotymi dodatkami. Kocham ciepłe wnętrza, dlatego miękkie, choć niekoniecznie duże dywany, wielopunktowe lampy i świece, a także kominek są jak najbardziej w moim stylu. Jestem raczej minimalistką, więc nie gromadzę bibelotów. Jedyna i moja największa miłość w gromadzeniu to książki. Dopuszczam jeszcze ramki, w których umieszczam zdjęcia bliskich mi osób oraz świece. Na szczęście te ostatnie są do wypalenia, więc nie muszę się do nich zbyt mocno przywiązywać,

Wybrałam kilka zdjęć, które pokażą Wam jak widzę swój styl we wnętrzach.








If you're self-employed, you will have no doubt spent time working from a make-shift home office. In our previous house, an old rental during our our build phase, I worked many long hours at the dinin:

Living room:

P.S. Wszystkie fotografie pochodzą z internetu, żadne z nich nie jest mojego autorstwa.

środa, 1 lutego 2017

W poszukiwaniu stylu i moje inspiracje cz. III praktyka

Przyszła kolej na trzeci wpis z cyklu moje inspiracje. W tym poście chciałabym pokazać Wam jak łączę wszystkie moje "stylowe" założenia w jedną całość. Muszę jednak zacząć od tego, że moim zdaniem stylu nie da się przypisać jedynie do określonej dziedziny życia. Moim zdaniem styl to nasze właściwe ja. Ego, do którego uśmiechamy się w lustrze, odzwierciedla się w naszej szafie, sposobie bycia, a także otoczeniu.

  
   
      
  
  

Podam przykład, żeby lepiej zobrazować swoje wyobrażenie na ten temat. Gdy widzę dziewczynę ubraną w jeansy, kowbojki i koszulę w kratę lub kurtkę z frędzlami to myślę o jej stylu jako kowbojskim. Wyobrażam sobie, że jest spontaniczna, żywiołowa. Pewnie słucha muzyki country, popu lub rocka. Jej dom.. myślę, że przeważa w nim drewno i kamień, może skóry, prosta forma. Czym zajmuje się dziewczyna? Gdyby była postacią z amerykańskiego serialu pewnie pracowałaby na farmie swoich rodziców, ale w naszych realiach, myślę że może być w jakiś sposób związana z przemysłem samochodowym, może z weterynarią albo ogrodnictwem. Raczej nie widzę w niej nauczycielki ani księgowej, wiecie co mam na myśli. 

A co z moim stylem? Wydaje mi się być raczej spójny. Już kiedyś wspominałam o French i Italian chicu, do których gdzieś nawiązuję. To, co lubię nosić to szersze swetry, bluzki, t-shirty i raczej dopasowane spodnie, legginsy, jegginsy. Lubię sukienki i spódniczki oraz buty na obcasie, choć teraz noszę je rzadziej z racji korzystania z komunikacji miejskiej i trybu życia oraz pracy. Lubię w swoim stroju czuć się wygodnie, ale kobieco, choć nie aż tak bardzo elegancko. Nie noszę dużej ilości biżuterii, raczej standardowo małe kolczyki, łańcuszek i zegarek ze złota. Lubię duże torby i szaliki, a także buty. Mój makijaż jest niezbyt widoczny, raczej stonowany, czyli podkład, maskara, róż na policzki, czasem szminka lub błyszczyk. Paznokcie maluję albo na kolor naturalny, zbliżony do różu lub nude, albo na czerwono.

  
    


   

W jaki sposób to się przekłada na moje życie? Z zawodu jestem nauczycielem, ale większość mojej kariery zawodowej wiąże się z pracą w administracji. Prywatnie uwielbiam książki, fitness, bieganie, rower, lubię zdrowo gotować i jeść, choć mam słabość do słodyczy ;) Jestem osobą dość ciekawą świata i ludzi, lubię fotografować. No i prowadzę tego bloga, który jest dla mnie kropką nad i w tym wszystkim, czym zajmuję się w życiu. Staram się dbać nie tylko o swój umysł, ale także o ciało. A zatem oprócz sportu serwuję mu małe domowe spa w postaci peelingu i innych zabiegów upiększająco - relaksujących. Myślę o sobie, że jak przystało na zodiakalnego bliźniaka, mam trochę dwoistą naturę. Czasem jestem bardzo spokojna i opanowana, a innym razem wybucham. Lubię przebywać wśród ludzi, ale czasem potrzebuję samotności. Jestem dość aktywna i kreatywna, kocham sport, ale czasem potrzebuję po prostu poczytać książkę i nic nie robić. Nie bez znaczenia jest dla mnie sztuka. Słucham dobrej muzyki, uwielbiam oglądać piękne zdjęcia, wystrojem wnętrz interesuję się od zawsze! Kocham komedie romantyczne, które zawsze wprowadzają mnie w dobry nastrój. Lubię mieć takie poczucie, że dobrze czuję się sama ze sobą. I nie chodzi tylko o nadmiar lub niedobór kilogramów czy dodatkowy ciuch. Chodzi również o to, żeby czuć się we własnej skórze dobrze. Ja to uczucie znam, choć nie jestem zbyt pyszna czy pewna siebie. Raczej powiedziałabym o sobie, że jestem konsekwentna i to daje mi poczucie spełnienia. Szczególnie wtedy, gdy ta harmonia przenosi się na wszystkie dziedziny mojego życia.

Elegancka aranżacja białej jadalni - Lovingit.pl:



P.S. Wszystkie zdjęcia pochodzą z Pinterestu.

czwartek, 26 stycznia 2017

W poszukiwaniu stylu i moje inspiracje cz. II koronki i paski

W poprzednim poście wprowadziłam Was do świata moich inspiracji i temu tematowi chciałabym również poświęcić ten wpis. Muszę przyznać, że temat bardzo mnie wciągnął i cały czas go zagłębiam.

W poprzednim poście pisałam Wam o kolorach, które tworzą moją bazę, a dziś chciałabym zaproponować coś, co ją uzupełnia i bez czego nie wyobrażam sobie swojej garderoby. Mam tu na myśli dwie rzeczy, które możecie właściwie dostrzec już w tytule tego wpisu. To rzeczy, bez których moja garderoba nie istnieje: koronki i paski.

Koronka weszła do obiegu jakiś czas temu i trochę już w nim gości. Na początku myślałam, że to chwilowe, jak frędzle w stylu boho, cekiny i dżety. Jednak, ku mojej uciesze, nie! Ale z koronką wcale nie jest tak prosto, ponieważ różne te koronki na naszym rynku można spotkać. Ja najbardziej kocham tę bawełnianą, prawdziwą, grubą, a nie sztuczną i drapiącą. Lubię ją na sukienkach, bluzkach, spodenkach i spódniczkach oraz na... bieliźnie. Koronka może być nieco sexi, ale może być też dziewczęca. Jest w niej jednocześnie delikatność i kobiecość, pewien romantyzm i tajemnica. Ale nie jest ona mdła czy zbyt cukierkowa, raczej kusząca. Według mnie nawiązuje do Italian Chic. Ona w pełni oddaje mój styl.

Black Spaghetti Strap With Lace Cami Top:

With a unique combination of French and Japanese lace, paired with a flattering fit and a statement low back, the Inca is an unforgettable, signature GLL gown.:

fashion:

#summer #fashion / lace skirt + deep v-neck:

Medium Disc // IN LOVE // made by James Michelle:

Irish Antique crochet lace butterfly:

❤❤❤❤ #hybrydy#hybrydnails#hybrydmanicure#paznokciehybrydowe#instanails#nails#piekne#elegant#koronka#reczniemalowane#delicate#czarny#polskiedziewczyny#polishgirl#new#love#inspiration:

Paski, które tu się pojawiły, mogły wzbudzić w Was mieszane skojarzenia, a ja mam na myśli tylko jedne. Nie chodzi o te zakładane do spodni, zapinane w pasie. Mam na myśli szczególnie biało - czarne paski obecne na różnego rodzaju strojach jako wzór. Mam w swojej garderobie niezliczone ilości koszulek i t-shirtów w paski białe, czarne, granatowe czy czerwone. Lubię paski na meblach i dodatkach. Paski zaczerpnięte zostały ze stylu Coco Chanel i identyfikują się w przemyśle modowym z French Chic. Paski przyciągają mój wzrok w każdym sklepie i podobnie jak koronka identyfikują mój styl.

how to whip your t-shirt collection into shape this weekend!:

What’s black and white and never gets old? The iconic pairing of these 2 shades. Try it in stripes for fall.:

#fall #fashion / stripes:

Black-White Striped Print Pleated Loose Skirt- super cute for engagement pictures or rehearsal dinner:

A teraz pomyślcie o kolorach, o których pisałam w poprzednim swoim poście i dwóch kolejnych inspiracjach, które wymieniłam w dzisiejszym wpisie. Czy nie macie wrażenia, że one się wzajemnie uzupełniają? Jak dla mnie to nie ulega dyskusji. W jakikolwiek sposób je zestawię i w którykolwiek sposób połączę ze sobą, stanowią zgrany zespół, są pełną i niewymuszoną stylizacją. To jest właśnie mój styl.

VivaLuxury - Fashion Blog by Annabelle Fleur: GRACE IN LACE:

forloveandlemons @forloveandlemons Can't wait to see...Instagram photo | Websta (Webstagram):

love this softness with sparkle detail: