czwartek, 26 stycznia 2017

W poszukiwaniu stylu i moje inspiracje cz. II koronki i paski

W poprzednim poście wprowadziłam Was do świata moich inspiracji i temu tematowi chciałabym również poświęcić ten wpis. Muszę przyznać, że temat bardzo mnie wciągnął i cały czas go zagłębiam.

W poprzednim poście pisałam Wam o kolorach, które tworzą moją bazę, a dziś chciałabym zaproponować coś, co ją uzupełnia i bez czego nie wyobrażam sobie swojej garderoby. Mam tu na myśli dwie rzeczy, które możecie właściwie dostrzec już w tytule tego wpisu. To rzeczy, bez których moja garderoba nie istnieje: koronki i paski.

Koronka weszła do obiegu jakiś czas temu i trochę już w nim gości. Na początku myślałam, że to chwilowe, jak frędzle w stylu boho, cekiny i dżety. Jednak, ku mojej uciesze, nie! Ale z koronką wcale nie jest tak prosto, ponieważ różne te koronki na naszym rynku można spotkać. Ja najbardziej kocham tę bawełnianą, prawdziwą, grubą, a nie sztuczną i drapiącą. Lubię ją na sukienkach, bluzkach, spodenkach i spódniczkach oraz na... bieliźnie. Koronka może być nieco sexi, ale może być też dziewczęca. Jest w niej jednocześnie delikatność i kobiecość, pewien romantyzm i tajemnica. Ale nie jest ona mdła czy zbyt cukierkowa, raczej kusząca. Według mnie nawiązuje do Italian Chic. Ona w pełni oddaje mój styl.

Black Spaghetti Strap With Lace Cami Top:

With a unique combination of French and Japanese lace, paired with a flattering fit and a statement low back, the Inca is an unforgettable, signature GLL gown.:

fashion:

#summer #fashion / lace skirt + deep v-neck:

Medium Disc // IN LOVE // made by James Michelle:

Irish Antique crochet lace butterfly:

❤❤❤❤ #hybrydy#hybrydnails#hybrydmanicure#paznokciehybrydowe#instanails#nails#piekne#elegant#koronka#reczniemalowane#delicate#czarny#polskiedziewczyny#polishgirl#new#love#inspiration:

Paski, które tu się pojawiły, mogły wzbudzić w Was mieszane skojarzenia, a ja mam na myśli tylko jedne. Nie chodzi o te zakładane do spodni, zapinane w pasie. Mam na myśli szczególnie biało - czarne paski obecne na różnego rodzaju strojach jako wzór. Mam w swojej garderobie niezliczone ilości koszulek i t-shirtów w paski białe, czarne, granatowe czy czerwone. Lubię paski na meblach i dodatkach. Paski zaczerpnięte zostały ze stylu Coco Chanel i identyfikują się w przemyśle modowym z French Chic. Paski przyciągają mój wzrok w każdym sklepie i podobnie jak koronka identyfikują mój styl.

how to whip your t-shirt collection into shape this weekend!:

What’s black and white and never gets old? The iconic pairing of these 2 shades. Try it in stripes for fall.:

#fall #fashion / stripes:

Black-White Striped Print Pleated Loose Skirt- super cute for engagement pictures or rehearsal dinner:

A teraz pomyślcie o kolorach, o których pisałam w poprzednim swoim poście i dwóch kolejnych inspiracjach, które wymieniłam w dzisiejszym wpisie. Czy nie macie wrażenia, że one się wzajemnie uzupełniają? Jak dla mnie to nie ulega dyskusji. W jakikolwiek sposób je zestawię i w którykolwiek sposób połączę ze sobą, stanowią zgrany zespół, są pełną i niewymuszoną stylizacją. To jest właśnie mój styl.

VivaLuxury - Fashion Blog by Annabelle Fleur: GRACE IN LACE:

forloveandlemons @forloveandlemons Can't wait to see...Instagram photo | Websta (Webstagram):

love this softness with sparkle detail:

sobota, 21 stycznia 2017

W poszukiwaniu stylu i moje inspiracje cz. I kolory

Jakiś czas temu, zainspirowana mocno książką Joanny Glogazy Slow fashion, obiecałam dokonać pewnego rodzaju rewolucji w swojej szafie. Nie uwierzycie, ale jeszcze po lekturze wspomnianej książki, popełniłam kolejne błędy zakupowe. To znaczy zdecydowałam się na kolejne rzeczy, które w rezultacie kompletnie nie pasują do mojej garderoby. Dlaczego je wybrałam? Ponieważ w tamtej chwili chciałam po prostu odświeżyć swoją szafę, a kolor, na który się wtedy zdecydowałam, jest dla mnie nowy. Poza tym, osoba której stylem się gdzieś tam inspiruję, też go nosi. Poszłam więc w jej ślady i oto jest. Nie chcę Wam mówić o co dokładnie chodzi. Bo co prawda jest mi w nim dobrze, ale kompletnie nie należy do mojej bajki. Nie mogę sobie pozwolić na usunięcie go w tym momencie z mojej szafy, bo przyniósłby za dużo spustoszenia, na razie musi w niej pozostać i sprawnie będę go gdzieś wplatać między inne ciuchy, ale zdecydowanie schodzi powoli na drugi plan, stanowić będzie jedynie dopełnienie bazy. 

Żeby jednak tego błędu już nie popełniać, postanowiłam wraz z nadejściem Nowego Roku, przygotować wspomnianą już kiedyś mapę inspiracji. Trochę za długo zwlekałam z tym tematem, ale myślałam po prostu, że będzie wymagał ode mnie ogromnej ilości czasu i poświęcenia. Nie chcę jednak zanudzać Was swoimi przemyśleniami na temat poszukiwania stylu, ale pragnę pokazać Wam w jaki sposób dokonałam wyboru i w czym tworzenie tej mapy mi pomogło.

Najważniejsze jest źródło. W moim przypadku to dwa niezawodne źródła.
Po pierwsze: Pinterest.
Po drugie: Instagram.
Jednak jako że na obu tych portalach rzeczy się powtarzają i wzajemnie uzupełniają, ograniczyłam się do jednego. Wybrałam Pinterest. Ta strona była pierwsza, tam łatwiej jest mi pewnych rzeczy szukać i daje mi ona możliwość tworzenia tak zwanych tablic, a to dużo ułatwia.
Możecie mnie znaleźć tu: https://pl.pinterest.com/elwirastraewicz/

Pierwsza rzecz, od której muszę zacząć i, która stanowi bazę do działania w materii wyłuskania swojego stylu, to wybór kolorów. Ponieważ absolutnie nie jest w moim stylu ubieranie się kolorowo. Są kolory, których zwyczajnie nie lubię i muszę się do tego oficjalnie przyznać, a są i takie, które kocham i, które zawsze będą przyciągały mój wzrok. A zatem gdybym miała zdecydować o swojej własnej i przemyślanej palecie to będą to następujące kolory:

czerń, złoto, szarość, nude/beż oraz biel/ivory.

Nude Champagne and Black Sequin Backdrop:

Broste Copenhagen Spring / Summer 2014 Photographer Line Thit Klein Stylist Nathalie Schwer:

Polymer clay bead necklace. Black, grey, rose gold glitter, nude, clay. by RafHop on Etsy https://www.etsy.com/listing/228621389/polymer-clay-bead-necklace-black-grey:

Jakkolwiek nie zestawię tych kolorów i w jakikolwiek sposób ich nie wymieszam, to zawsze pasują do siebie idealnie. Niech zgadnę! Zastanawia Was zapewne złoto, skąd ono się u licha tam wzięło?! A ja przyznam się Wam, że wybór nie jest absolutnie przypadkowy. Chodzi mi o to, że ja ten kolor lubiłam zawsze. Pojawiał się w postaci dodatków i wykończeń, ale zawsze był obecny. I choć czasem ustępował miejsca srebru, to tylko na chwilę. Złoto jest według mnie szlachetniejsze, wnosi świeżość do stylizacji, dodaje szyku i elegancji. Złoto jest cieplejsze!

Candlelight - magical. Similar hanging "clear Tealight Teardrop" candle holders available at www.selecthomeaccents.com:

“The art of living... is neither careless drifting on the one hand nor fearful clinging to the past on the other. It consists in being sensitive to each moment, in regarding it as utterly new and unique, in having the mind open and wholly receptive.” ― Alan Wilson Watts:

A luxurious après ski wedding with a warm holiday glow | Logan Walker Photography: http://www.loganwalkerphoto.com:

Mogłabym się jednak pokusić na połączenie metali, na przykład moja bransoletka PANDORY jest srebrna, ale gromadzę na niej złote CHARMSY i to połączenie mi się podoba. Jeszcze fajniej prezentuje się połączenie trzech metali, jak na pierścionku poniżej. Złoty jest sobą, srebrny w tym wypadku odpowiada za szarość, a różowe złoto jest jak nude. Taki zestaw to klasa sama w sobie.

Cartier Trinity Diamond Ring in Multitone Gold | From a unique collection of vintage band rings at https://www.1stdibs.com/jewelry/rings/band-rings/:

To, o czym mówiłam do tej pory, to jest moja baza. Odważyłabym się jednak wpleść do niej sporadycznie jeszcze trzy kolory, a mianowicie: zieleń, czerwień i granat. Mimo, że nie są to moje ulubione barwy to wiem, że dodane w niewielkiej ilości do mojej fantastycznej bazy, będą pasowały. 

Backlit Sunflower by Jim Crotty:

ornaments palette - love the color "pop" outside the box of traditional red and green for Christmas decorations. Simple festive ornaments in jewel tones resting on fresh boughs of greenery....awesome. Thanks to Brandi Girl Blog.:

Absolutnie nie dopuszczam w swojej garderobie koloru żółtego czy pomarańczowego, nie widzę się już w wyrazistych różach ani fioletach!

A zatem mam w tym zestawieniu swoją bazę i szlachetny metal, który ją rozświetla. Teraz moje zakupy i dalsze działania w kompletowaniu dalszej garderoby będą już spójne. Cieszę się, że udało mi się dobrze tę sprawę przemyśleć i jestem pewna, że teraz nie popełnię już głupich błędów stylizacyjnych i zakupowych. Nie wszyscy muszę się zgadzać z moimi założeniami i wytycznymi, ponieważ nie wszyscy mamy taki sam styl. 

Mam nadzieję, że wstęp do moich poszukiwań nieco rozjaśni i ułatwi Wasze przemyślenia na ten temat, jeśli wciąż jesteście na tym etapie. Chętnie wysłucham Waszych skojarzeń na ten temat.

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Pinterest.



poniedziałek, 16 stycznia 2017

Moje odkrycia STYCZEŃ

Jestem ogromną wielbicielką Instagrama https://www.instagram.com/ i Pinterestu https://pl.pinterest.com/. Cyklicznie odwiedzam te strony i przyglądam się ciekawym profilom dotyczącym mody, urody, sportu, książek, wnętrz oraz fotografii. Muszę również przyznać, że to przeglądanie mocno inspiruje mnie również w życiu prywatnym. Wiele rzeczy, które znajduję na wspomnianych portalach, chcę sprawdzić sama. Oczywiście nie na wszystko mogę sobie pozwolić, ale po niektóre rzeczywiście udaje mi się sięgnąć. Dlatego właśnie postanowiłam podzielić się z nimi tutaj, na moim blogu, tworząc cykliczne wpisy o moich małych odkryciach z danego miesiąca. I tak zacznę od stycznia właśnie. Mimo, iż jest to miesiąc, którego nigdy nie lubiłam, bo zawsze przynosił za dużo zmian, związanych oczywiście z początkiem roku, to jednak teraz było jakoś inaczej. Styczeń 2017 w moim przypadku to powolne wkraczanie w ten nowy rok. Czas na chwile refleksji, weryfikacji i poszukiwań, a także na mały odpoczynek.




W tym miesiącu i ja poddałam się hyggomanii ;) Jeszcze będąc na urlopie w Polsce zakupiłam książki, o których tak głośno ostatnio. Muszę przyznać, że hygge to jak najbardziej mój klimat. 
Ale co to właściwie jest zapytacie. Już spieszę z odpowiedzią. Hygge to coś pomiędzy szczęściem, spełnieniem, chwilami przyjemności, które możecie odnaleźć w celebrowaniu zwykłych i bardzo prostych sytuacji, rzeczy, miejsc. Brzmi może nieco skomplikowanie, ale w rzeczywistości jest bardzo proste. Wyobraźcie sobie chociażby picie grzanego wina przy skrzącym się kominku, spędzanie wieczoru z grą planszową czy też robienie ciasta. Ważne jest jednak, by robić to wszystko w towarzystwie bliskich osób, przy których czujecie się dobrze. Bo w hygge chodzi właściwie nie tylko o samą czynność, ale również o otoczkę i towarzystwo. A zatem zwykłe picie kawy nie jest hygge, ale picie kawy w ciepłym łóżku, w towarzystwie ukochanej bądź ukochanego, gdy na zewnątrz zawierucha lub plucha, już tak. Myślę, że dla większości z Was, podobnie jak dla mnie, to w zasadzie nic nowego, ale mimo wszystko po książki sięgnąć warto. Obie świetnie obrazują temat. Według mnie ciekawsza i zdecydowanie obszerniejsza je ta autorstwa Meika Wikinga, jako pracownika Duńskiego Instytutu Badań nad Szczęściem. Podaje one liczne przykłady na realizację tematu, podbiera się badaniami. Jednak Marie Soderberg też pokazuje hygge, tylko bardziej z punktu widzenia przeciętnego Duńczyka. Dlaczego Duńczycy piszą te książki? Ponieważ według statystyk jest to najszczęśliwszy naród na świecie! Wiking ma piękne zdjęcia w swojej książce, a okładka Soderberg jest hipmotyzująca, wprost nie można od niej oderwać wzroku, to najpiękniejsza okładka jaką w życiu widziałam!


Cały dzisiejszy wpis jest nieco hygge, taka się czuję zainspirowana. Dlatego pozostając w temacie opowiem Wam o moim innym styczniowym odkryciu. Mam na myśli olejki zapachowe do podgrzewaczy. Te prezentowane na zdjęciu zostały zakupione w Body Shopie, niezwykle aromatyczne, bardzo intensywne zapachy, uprzyjemniają styczniowe wieczory i spowodują, że  na pewno będziemy czuć się bardziej hygge. Bo to też jedno z założeń koncepcji, nic nie wprowadza nas bardziej w stan szczęścia, niż blask zapalonej świeczki, choć Duńczycy wolą te bezzapachowe.



Tak, jak wspomniałam, w styczniu udało mi się w końcu trochę odpocząć i mieć pojedyncze dni wolne. To sprawiło, że mogłam celebrować również swoje leniwe poranki. Od bardzo dawna nie udawało mi się zjeść śniadania z książką w łóżku, a styczeń sprawił, że stało się to możliwe. Moje poranki uprzyjemnił również jeden z prezentów choinkowych, bawełniana pościel z H&M Home. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się czy warto ją kupić, to potwierdzam. Ja wybrałam ciemną szarą, choć na zdjęciach wygląda jakby była granatowa.





A tu już widok na ulice w Edynburgu. W niedzielę jeżdżę do pracy około godziny 9, jest to czas, w którym miasto leniwie budzi się do życia. Rzadki widok, skrzyżowanie Elm Row, London Road czy Constitution Street, takie puste.

wtorek, 10 stycznia 2017

Postanowienia noworoczne

Przez kilka lat, pod koniec każdego roku, sumiennie spisywałam swoje noworoczne postanowienia. Czy to za namową prasy kolorowej, blogów czy innych social mediów. A później, po upływie roku, jeszcze bardziej sumiennie weryfikowałam swoje założenia. Zbliżał się okres podsumowań i należało sprawdzić ile z nich się udało się zrealizować. No właśnie! Prawda okazywała się bolesna. Bo nie dość, że większość się nie sprawdziła, to bardzo często działo się wręcz przeciwnie. Na przykład zakładałam sobie, że w danym roku będę się uczyć języka trzy razy w tygodniu, bo wcześniej robiłam to sporadycznie. Kończyło się na tym, że nie uczyłam się go wcale, czyli w rezultacie mniej, niż wcześniej. W tej sytuacji, z zasmuconą i nieco zażenowaną miną, brałam kartkę, pisałam postanowienia noworoczne na... kolejny rok. W praktyce wyglądało to po prostu tak, że przepisywałam te z poprzedniego roku, czasem dodawałam coś nowego, innym razem coś wykreśliłam. I tak w kółko, rok do roku. Przypominało to syzyfową pracę, czym byłam niezmiernie zasmucona, ponieważ okazywało się, że jestem mało konsekwentna w swoich działaniach. 






W tym roku postanowiłam nie podejmować się zrobienia takiej listy. Patrząc na swoje zeszłoroczne założenia zaczęłam się zastanawiać czemu tak naprawdę ciągle mi się to nie udawało. Czym w takim razie zajmowałam się przez cały rok, skoro nie umiałam znaleźć czasu na to, co sobie założyłam? Wtedy właśnie dokonywałam bilansu roku poprzedniego i zazwyczaj okazywało się, że co prawda nie zrobiłam tego, co chciałam, ale poświęciłam się wielu innym sprawom, którym wcale nie zamierzałam się oddawać w danym roku. Dlaczego zatem robiłam inne rzeczy? Ponieważ to właśnie w nich widziałam swój rozwój na dany czas. A jeszcze inną sprawą był fakt, że mogłam je realizować tu i teraz, nie czekać na efekty zbyt długo. 

Jak sprawa wygląda w praktyce? Co najczęściej postanawiamy sobie na nowy rok?
1. schudnąć/ zrzucić zbędne kilogramy
2. rzucić palenie bądź inne używki
3. dbać o swoje zdrowie, zapisać się do lekarza, zrobić badania, zacząć się zdrowo odżywiać
4. zainwestować w siebie, swój rozwój, naukę języka, tańca, fitness, siłownię, basen, zacząć biegać
5. więcej czytać, oglądać ambitne filmy, chodzić do teatru
6. oszczędzać po prostu bądź na konkretny cel, wakacje, dom, samochód.

To są oczywiście tylko przykłady, jednak jestem przekonana, że każdy z nas mógłby podpisać się choć pod jednym z tych założeń. O czym to świadczy? Wszyscy mamy takie same problemy i troski.

Dziś jednak chciałabym namówić Was do nierobienia postanowień noworocznych. W porządku. Jeśli są wśród Was tacy, którzy mają wybitną determinację i rzeczywiście potrafią osiągać założone na nowy rok cele to szczerz gratuluję i życzę powodzenia. Ja jednak wyznaję inna zasadę. 
A mianowicie skupiam się raczej na tym, na czym naprawdę mi zależy w danym czasie i planuję raczej krótkoterminowo. Beata Pawlikowska napisała kiedyś, że lepiej zakładać małe cele, realizować je i mieć satysfakcję z tego, że coś się osiąga, niż robić dalekosiężne plany, których z roku na rok nie udaje nam się zrealizować. Warto być dla siebie dobrym i sprawiedliwym. Po co zakładać, że na przykład codziennie będziemy chodzić na siłownię, jeśli do tej pory tego nie robiliśmy w ogóle? W takiej sytuacji lepiej założyć, że dwa lub trzy razy w tygodniu poświęcimy na aktywność fizyczną. Pamiętajmy, że aktywnością fizyczną nie jest tylko siłownia, ale również fitness w domu, rower, basen, a nawet spacer! Jeśli zaplanuję sobie, że dwa razy w tygodniu znajdę czas na tego typu, a przy tym różne, zajęcia i z czasem wejdzie mi to w nawyk to będę miała satysfakcję, że udało mi się zrealizować moje założenie. Co więcej, jestem przekonana, że z czasem stwierdzimy, że tak naprawdę mogę znaleźć jeszcze jeden lub dwa dodatkowe dni na takie godzinne aktywności. Mogę je nawet dzielić z rodziną lub partnerem i to wcale nie wydaje się takie trudne. 

A jeśli nauczymy się już takiego planowania czasu, by móc poświęcić się tej aktywności to wtedy przyjdzie nam do głowy kolejny cel. Może każdego wieczoru, przed snem, znajdę 15-30 minut na czytanie książki? Może będę potrafić zorganizować się, by raz w miesiącu wyjść do kina lub umówić się z koleżanką? 

Realizacja jednego celu daje satysfakcję i pokazuje, że mogę. Nakręca kołowrotek do działania i wytyczania kolejnych założeń. Po co mam czekać na kolejny Nowy Rok i tworzyć listy, które z czasem podarte i tak wylądują w koszu? Trzeba żyć tu i teraz. Trzeba tu i teraz wytyczać cele i je realizować. Po małych stopniach, do celu.